- Nasz plan przywrócenia zysków europejskiego oddziału na razie chyba trzeba odłożyć na później - powiedział R. Wagoner podczas pobytu w salonie motoryzacyjnym w Paryżu. Podkreślił, że w takich okolicznościach konieczne jest dalsze cięcie kosztów, czego efektem może być zamknięcie którejś z fabryk na Starym Kontynencie.

W ciągu ostatnich czterech lat europejski oddział amerykańskiego koncernu odnotował straty w łącznej wysokości 3 mld USD. Zarząd miał nadzieję, że w tym roku firmie uda się wyjść na plus. Na początku roku prognozowano, że General Motors Europe może zarobić ok. 100 mln euro. W czerwcu firma zredukowała jednak drastycznie prognozy i ostrzegła, że 2004 r. znów może zakończyć na minusie. Jako powód podała spadający popyt na samochody GM, produkowane w Europie pod marką Opel i Vauxhall, oraz spadek cen.

Udział amerykańskiego koncernu w rynku samochodowym na Starym Kontynencie spadł w sierpniu do 9,6%. Rok wcześniej wynosił 9,8%. Dla porównania np. wskaźniki dla japońskiej Toyoty wzrosły w tym samym okresie z 4,8% do 5,1%.

Frederic Henderson, kierujący europejskim oddziałem General Motors, już przed Rickiem Wagonerem, bo we wtorek, sugerował, że firma rozważa zamknięcie którejś z fabryk. Taka decyzja może zapaść w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Wczoraj Rick Wagoner powiedział, że spółka rozważa rozpoczęcie produkcji samochodów marki Saab na rynku amerykańskim. - To zredukowałoby negatywny wpływ kursów walutowych, czyli w tym przypadku osłabienia dolara - podkreślił. Może to oznaczać zmniejszenie produkcji w szwedzkich zakładach koncernu, które ok. 50% wytworzonych aut eksportują do Stanów Zjednoczonych.

Bloomberg