M. Andreasen grozi degradacja bądź nawet zwolnienie z pracy. Od maja 2002 r. jest zawieszona w obowiązkach księgowej KE, którą była przez niespełna pięć miesięcy. W tym czasie odkryła poważne luki w prowadzeniu księgowości w Komisji.
Bałagan w rachunkach
Według niej, KE m.in. nie posiadała ksiąg rachunkowych, a system komputerowy danych dotyczących budżetu UE dostępny był dla każdego z zatrudnionych w instytucji. O swych spostrzeżeniach poinformowała m.in. wiceprzewodniczącego KE Neila Kinnocka oraz samego szefa zgromadzenia Romano Prodiego, w liście z 7 maja 2002 r. Skutek tej decyzji okazał się jednak mierny i szkodliwy dla samej Andreasen. Prodi utrzymywał, że korespondencji nigdy nie otrzymał. Samą Andreasen zaś, która na dodatek odmówiła podpisania rozliczeń Komisji na rok 2001, zaczęto straszyć zwolnieniem z pracy za niesubordynację.
W istocie, 22 maja 2002 r. komisarze postanowili przydzielić jej mniej odpowiedzialne stanowisko w administracji. Andreasen napisała wówczas do Trybunału Rewidentów Księgowych oraz wszystkich partii politycznych unijnego Parlamentu i udzieliła wywiadu brukselskiej gazecie "European Voice". W lipcu 2002 r. Kinnock poinformował Andreasen, że komisarze postanowili zawiesić ją w pełnieniu funkcji urzędnika instytucji i otworzyć wobec niej procedurę dyscyplinarną. Od tej pory była księgowa otrzymuje całość pensji, ale nie ma wstępu do unijnych instytucji i nie może rozdawać wizytówek.
Walka, ale nie w pojedynkę