W minionym tygodniu ropa w Londynie zdrożała o 11% i w czwartek cena kontraktów terminowych na zamknięciu notowań osiągnęła rekordowy poziom 45,13 USD za baryłkę. W Nowym Jorku odnotowano miesięczne maksimum. W tej sytuacji Biały Dom zdecydował się na uruchomienie rezerw strategicznych. Ma to polegać na pożyczeniu ropy tym rafineriom, którym zabrakło surowca w wyniku przerw w wydobyciu i transporcie spowodowanych przez huragan Iwan.
Gdy huragan szalał nad Zatoką Meksykańską, zamknięto tam aż 83% platform wydobywczych. Nie działały też rafinerie, porty, wstrzymano transport rzeczny. Między innymi dlatego amerykański import ropy spadł w minionym tygodniu aż o 15% i był najmniejszy od półtora roku.
Wybory za sześć tygodni
W rezultacie zapasy ropy w amerykańskich rafineriach spadły o 9,1 mln baryłek, do 269,5 mln, co było ich najniższym poziomem od września 1975 r. Co gorsza, zapasy te zmniejszają się nieprzerwanie od ośmiu tygodni, co jest najdłuższym okresem spadku od 16 lat. Rzecznik Białego Domu Scott McClellan podkreślił, że rafinerie zwróciły się o pożyczenie z rezerwy strategicznej niewielkich ilości surowca na krótki okres, więc rząd na to przystał. Zapewne podjęcie takiej decyzji było tym łatwiejsze, że za niecałe 6 tygodni w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie, a wysokie ceny benzyny mogą wpłynąć na przebieg głosowania, i to niekorzystnie dla prezydenta Busha.
Strach o przerwy