Reklama

PKO dla drobnych

Publikacja: 29.09.2004 08:22

Sunęło wczoraj przede mną, ze zdecydowanie nieprzepisową prędkością, piękne zielone auto o charakterystycznym numerze rejestracyjnym PKO AXXX (cyfry do wiadomości redakcji). Szybko wysforowało się na czele zmierzającego w stronę Centrum peletonu. No, pomyślałem, to dobra wróżba. Rynek wchodzi wszak w znak PKO... Trwa mrówcza krzątanina nad ofertą. Wsadźmy kij w to mrowisko...

Mit pierwszy - zagranica musi być (bo zawsze była?). Sporo hałasu narobiła uchwała Sejmu w sprawie PKO. Niepotrzebnie, oczywiście. Być może jest niezgodna z prawem unijnym (jeśli nie z literą, to na pewno z duchem wspólnych regulacji). Ale zaproponowane przez posłów rozwiązanie (brak transzy zagranicznej) już chyba nie. Bo zważmy: z pewnością w prospekcie banku znajdzie się zapis wskazujący, że sprzedający ma pełną swobodę przesuwania akcji między transzami. To przecież standard na naszym rynku. Ponadto, nie ma żadnego obowiązku wydzielania puli akcji dla określonej grupy inwestorów: zagranicy, instytucji, pracowników czy drobnicy. Innymi słowy, istnieje pełna swoboda kształtowania oferty. Nieprawdziwe jest z pewnością stwierdzenie, że bez zagranicy nie uda się dobrze sprzedać papierów. Niby dlaczego? Bo brakuje kapitału na naszym podwórku? To dlaczego w niedawnym book buildingu małego przecież Compu Rzeszów deklaracje instytucji opiewały na 3 mld zł? To tylko jeden przykład, że od kilku lat mamy problem z podażą, a nie z popytem.

Mit drugi - zagrożone wpływy budżetowe. Wiadomo: Skarb Państwa chce zgarnąć jak najwięcej. I ma rację. Ale nie wydaje mi się, żeby miał problemy z osiągnięciem celu, gdyby oferta PKO BP była skierowana przede wszystkim do drobnych graczy. Jej wartość szacuje się na około 6 mld zł. Gdyby w całości akcje sprzedawane były w ramach lokat prywatyzacyjnych, a wartość tych ostatnich została utrzymana w granicach - 500-20 000 zł - konieczna byłaby mobilizacja kilkuset tysięcy kupujących. Przyjmijmy średnią wartość lokaty na poziomie 10 tys. zł: Do okienek bankowych musiałoby się udać 600 tys. Polaków.

Fakt, to sporo. Ale przypomnijmy sobie, ile osób uczestniczyło w sprzedaży akcji innych gigantów. Po papiery BSK poszło 800 tys. (!) osób. Po Orlen mniej niż 200 tys., ale popyt ze strony indywidualnych graczy sięgnął 13 mld zł (!) - o około 30% więcej niż ówczesna kapitalizacja firmy. Prezes Rozłucki mówił wtedy, że marzy mu się oferta z udziałem 1-2 mln osób. Marzenia czasem się spełniają. Wystarczy podobno bardzo chcieć.

Po wtóre, biura maklerskie wciąż rejestrują prawie 800 tys. rachunków inwestycyjnych (KPWiG mówi o prawie 1 mln). Wiem, w najlepszym razie tylko kilka procent jest aktywnych. Ale ktoś kiedyś w jakimś celu pozostałe również założył i użył bądź gotów był użyć. Teraz tylko trzeba go przekonać, że ma ku temu dobrą okazję.

Reklama
Reklama

Stawiam więc odważną tezę: przy dobrej promocji i atrakcyjnych warunkach większość akcji PKO BP są w stanie kupić indywidualni inwestorzy giełdowi. Jeśli dodamy do tego mobilizację kapitału w ramach lokat prywatyzacyjnych, nie powinno być z tym żadnego problemu. Ich konstrukcja nie wydaje się zbyt szczęśliwa (choćby zasada: kto pierwszy, ten lepszy). Rzecz jednak w tym, że coraz częściej można spotkać osoby, które nigdy z rynkiem kapitałowym nic wspólnego nie miały, a jednak akcje PKO chciałyby kupić. No i niechby kupiły.

Mit trzeci - liczą się tylko duzi. Minister Socha ma rację, kiedy twierdzi, że jak się powiedziało A, tworząc fundusze emerytalne, to trzeba powiedzieć B - zapewniając im odpowiednią podaż instrumentów finansowych. Święte słowa. Kto jednak powiedział, że musi to być podaż na rynku pierwotnym. I że muszą to być akcje PKO. Albo że duzi muszą być zawsze uprzywilejowani względem drobnicy (w praktyce przy każdej ofercie są traktowani priorytetowo, czego najlepszym - a z innej strony najgorszym - przykładem subskrypcja Compu Rzeszów). Podaży dla nich nie zabraknie, jeśli MSP się spisze i zrealizuje plany prywatyzacji przez GPW. Do tego dochodzą szykowane oferty MOL, ING BSK, Banku Handlowego itd., itp. Nie martwmy się o OFE, fundusze inwestycyjne. Albo raczej, martwmy się z umiarem. Zwłaszcza że podobnie jak zagranica będą przecież mogły kupić papiery PKO w obrocie wtórnym.

Mit czwarty - drobnica to margines. Ostatnie lata stały pod znakiem ucieczki indywidualnych inwestorów z rynku, to fakt. Ale przecież nie chcemy giełdy "pakietowej", której smak poznaliśmy po zakończeniu internetowej hossy (chyba że wolimy mieć rynek hurtowy: krótka sesja, podczas której np. OFE mogą się wymieniać dużymi pakietami akcji wybranej firmy). Ile spółek było wówczas płynnych? Jak wyglądały obroty? Dlaczego wszyscy narzekali na strukturę handlu?

Drobnica jest solą giełdy. W dużej mierze decyduje o jej płynności i atrakcyjności. Oferta PKO BP - największa w historii naszego parkietu - jest niepowtarzalną okazją do mobilizacji małych inwestorów i ciułaczy. Rynek pierwotny ożył, o czym świadczy siedemnaście debiutów na parkiecie w tym roku. Ale wyobraźni indywidualnych inwestorów jeszcze nie rozpalił (akcje nowych spółek kupowało najwyżej kilkuset drobnych graczy). A może.

Mówiąc krótko: oferta PKO BP powinna być skrojona z myślą o drobnych inwestorach i ciułaczach. Przede wszystkim. Nawet jeśli reszta musiałaby się w efekcie zadowolić symbolicznymi transzami, traktowanymi jako cenowy i popytowy balon próbny.

I jeszcze jedno. Co zrobią ci, którzy nie będą mogli kupić akcji w ofercie, ale ocenią je jako bardzo atrakcyjne? Poszukają ich na giełdzie. Ssanie może być spore. A na tym i giełda (i rynek pierwotny), i emitenci, i Skarb Państwa, i inwestorzy wreszcie mogą tylko skorzystać. Na bank.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama