Zapis umożliwiający dokonywanie takich odliczeń znalazł się w projekcie ustawy o wspieraniu działalności innowacyjnej, który rząd przyjął podczas ostatniego wrześniowego posiedzenia. Sprawa do ostatniej chwili była jednak przedmiotem sporu między ministerstwami: gospodarki i finansów. Nowa ulga będzie kosztować budżet ponad 100 mln zł rocznie. To właśnie z tego powodu nie chciał się na nią zgodzić minister Mirosław Gronicki. Ostatecznie zwyciężyła jednak siła argumentów wicepremiera Jerzego Hausnera, którego resort przygotował projekt ustawy.
Większa przychylność
dla innowacji
Dotychczas odliczać można było tylko te wydatki na prace badawczo-rozwojowe, które zakończyły się wdrożeniem innowacyjnych rozwiązań, w praktyce nie więcej niż 20% wszystkich nakładów. To m.in. przez takie rozwiązania prawne nasza gospodarka uważana jest za jedną z najmniej przychylnych innowacjom w całej Europie. Wartość tzw. indeksu B, czyli wskaźnika, za pomocą którego mierzy się w krajach OECD przychylności fiskalną dla innowacyjnej działalności, wynosi w Polsce 1,24 pkt. Oznacza to, że od każdego złotego, którego przedsiębiorca wyda u nas na prace badawczo-rozwojowe, fiskus pobiera dodatkowo 24 grosze. W krajach "starej" Unii Europejskiej państwem najmniej przychylnym innowacjom są Niemcy, gdzie indeks B wynosi 1,025 pkt. Jednymi z najlepszych wskaźników mogą się za to pochwalić Hiszpania, Portugalia i Włochy. Tam wartość indeksu B waha się od 0,56 do 0,65 pkt. Oznacza to, że do każdego euro wydanego na działalność innowacyjną rządy dodają tam przedsiębiorcom od 35 do 44 eurocentów.
Preferencyjny kredyt