GPW była w środę jednym z najsłabszych rynków. Wszystko przez osuwanie, które między 11: 30 a 13: 00 sprowadziło WIG20 na minusy. Patrząc na zachowanie Czech (+3,3%) i Węgier (+0,9%) z impetem robiących nowe historyczne szczyty, można było odnieść wrażenie, że ta słabość może wynikać tylko z jednego - nerwowego oczekiwania na decyzję RPP i obaw o podwyżkę +50 pb. Dla rynku akcji mogłoby mieć to większą siłę destrukcyjną niż ewentualne przegonienie zagranicy z oferty PKO BP. Zamiast tego, Rada w ogóle stóp nie zmieniła, czym tradycyjnie mocno zaskoczyła większość ekonomistów. Nasuwa się pytanie, czy to wina ekonomistów, czy Rady? Na całym świecie odpowiedź jest oczywista - Rady, która źle się z rynkami komunikuje. Zaskakująca decyzja też może być elementem polityki, ale nie wyglądało to na zamierzone działanie.

Poza emocjonalnym przecenieniem złotego i rzuceniem się na akcje, decyzja nie przyniosła wcale nadrobienia strat do wspomnianych rynków naszego regionu. Inwestorzy choć powinni się ucieszyć z takiej dobrej dla akcji decyzji RPP, byli chyba trochę zdezorientowani wcześniejszymi oczekiwaniami. Co dalej? Siła sąsiadów i decyzja RPP sugerują oczekiwać na dzisiaj dobrego zamknięcia kwartału. Nie należy jednak patrzeć zbyt daleko na północ. Odrabianie ostatnich spadków wygląda zupełnie inaczej niż ostatnia ponad miesięczna fala wzrostowa. Wzrost jest bardzo szarpany i nie idziemy do góry z taką łatwością jak do połowy września. Tamten ruch cechował się kompletną biernością podaży. Teraz, po każdym wzroście pojawiają się duże oferty sprzedaży. To każe zachować ostrożność i wątpić w nowe szczyty.