Początek sesji na Wall Street stał pod znakiem spadków wywołanych informacjami z Merck?a o wycofaniu jednego z leków. Inwestorzy zareagowali natychmiast. Spadek kursu o ponad 1/4 na otwarciu przełożył się na spadek Średniej Przemysłowej Dow Jones o prawie 1%.

Patrząc na główne amerykańskie indeksy z nieco dalszej perspektywy, pomimo ostatnich wzrostów, nie można mówić o zmianie średnioterminowej sytuacji. Zarówno DJIA, jak i S&P500 poruszają się dalej w spadkowych kanałach. Wciąż nie ma przekonywujących sygnałów, które pozwoliłby przypuszczać, iż rozpoczęty przed dwoma tygodniami cykl spadkowy zostanie przerwany. Stąd też w przyszłym tygodniu, kiedy to już gracze zapomną o końcu kwartału i windows dressing, na Wall Street ponownie powinny zagościć niedźwiedzie. Do wypełnienia jest bowiem cykl, który z dość dużą regularnością jest realizowany od początku roku. Powoduje to, że w perspektywie najbliższych tygodni można oczekiwać spadków przynajmniej do 1065 pkt. (S&P500) oraz 9800 pkt. (DJIA).

Czwartek przyniósł nową porcję danych makroekonomicznych z USA. Inwestorów zmartwił wzrost liczby nowych bezrobotnych do 369 tys., podczas gdy oczekiwano odczytu na poziomie 340 tys. osób. Szybko jednak wytłumaczono sobie ten wzrost, a właściwie wszystkie fluktacje w ostatnich tygodniach, huraganami, które uniemożliwiały bezrobotnym systematyczną rejestrację.

Graczy nie ucieszyły również słabe dane o sierpniowych przychodach i wydatkach Amerykanów. Te pierwsze wzrosły zgodnie z oczekiwaniami o 0,4%. Wydatki natomiast pozostały na niezmienionym poziomie, podczas gdy prognozy mówiły o wzroście o 0,1%. Jednak rewizja lipcowych danych z 0,8% do 1,1% osłodziła gorycz.

Wall Street pozytywnie zaskoczył duży wzrost wrześniowego indeksu Chicago PMI. Rynek oczekiwał, iż wyniesie on 58,0 pkt., tymczasem było 61,3 pkt. Za sprawą jednak silnie tracącego Merck?a reakcji na te dane nie było żadnej. I to pomimo tego, że subindeks zatrudnienia tego indeksu wzrósł z 51,1 do 53,9 pkt., co wskazuje na poprawę na rynku pracy.