Dwa wydarzenia przesądziły o notowaniach na światowych rynkach akcji w trzecim kwartale - drożejące surowce (nie tylko ropa) i spadające rynkowe stopy procentowe.
Wprawdzie na ostatnim posiedzeniu amerykańskiej władzy monetarnej zapadła decyzja o kolejnej podwyżce (o 25 pb., do 1,75%) podstawowej stopy procentowej, to jednak rynkowe koszty pieniądza spadają. Pod koniec września rentowność amerykańskich 10-letnich not, po raz pierwszy od pięciu miesięcy, znalazła się poniżej 4%. Choć nie udało się poniżej tej granicy utrzymać, to jednak trend wciąż jest spadkowy. I pozostanie takim przynajmniej dopóty, dopóki notowania nie przekroczą 4,3% - wynika z analizy technicznej. To jeden z dwóch głównych powodów, dla których tak efektownie wyglądają stopy zwrotu w Ameryce Południowej. Tamtejsze gospodarki są z reguły mocno zadłużone i spadek rynkowych stóp procentowych bezpośrednio przekłada się na tempo wzrostu gospodarczego. szczególnie jeśli towarzyszy temu wzrost notowań surowców. Zmiana ponad połowy amerykańskich indeksów, które uwzględniliśmy w zestawieniu, przekracza 15%. Gdyby prowadzić klasyfikację kontynentalną, Ameryka wygrałaby w cuglach.
Akurat o wartości indeksu kolumbijskiego, który zyskał ponad 20%, decydują przede wszystkim spółki finansowe. Największa z nich - Bancocolombia, ma wartość rynkową 1,2 mld dolarów i notowana jest ze wskaźnikiem C/Z na poziomie 6,8. Podobna sytuacja jest w Argentynie. Jednak już w indeksach peruwiańskim i chilijskim spółki wydobywające minerały mają znaczny udział. Chile słynie z kopalni miedzi, w Peru kopie się także ołów, cynk, srebro i złoto. Wenezuela jest liczącym się producentem ropy, o wartości brazylijskiej Bovespy w dużej mierze decyduje Petroleo Brasileiro, zajmujące się wydobyciem i przetwórstwem ropy oraz gazu ziemnego. Wartość rynkowa koncernu to 37 mld dolarów, co sprawia, że jest groźnym konkurentem PKN Orlen w walce o pieniądze lokowane na rynkach wschodzących.
Generalnie rynki wschodzące cieszyły się dużym powodzeniem. Nawet jeśli spółki surowcowe nie mają na nich kolosalnego znaczenia. Tak było na przykład w Azji, gdzie mocno poszły w górę notowania w Indiach i Indonezji. Przy czym w tym pierwszym wypadku było to tylko odrabianie strat po gwałtownym załamaniu rynku, o którym przesądziły przegrane wybory przez koalicję skupioną wokół premiera Atala Bihari Vaipayee. W podsumowaniu drugiego kwartału Indie znalazły się na końcu. Indeks BSE 100 na początku roku miał ponad 3200 punktów - do szczytu wciąż zatem brakuje prawie 10%. O wartości Jakarta Composite w największym stopniu (25-proc. udział w indeksie) decyduje telekomunikacyjny Telekomunikasi TBK. Notowania spółki oscylują wokół 52-tygodniowego maksimum.
Rzut oka na europejskie indeksy pokazuje, że teza o dużym powodzeniu Polski wśród inwestorów zagranicznych na razie nie znajduje potwierdzenia. WIG20 nie "wyrobił" nawet średniej, jeśli za taką uznać 13,3-proc. wzrost MSCI Emerging Markets Europe dla swojej klasy rynków. Dodatkowo, znaczna jest różnica między stopą zwrotu wyrażoną w walucie lokalnej i dolarach. Jeśli płynie do nas kapitał z zagranicy, to tylko niewielka część trafia na giełdę - większość idzie na rynek obligacji albo na depozyty bankowe w oczekiwaniu na ofertę PKO BP. Na razie inwestorzy zagraniczni wolą Turcję, Egipt, Czechy i Węgry. Jednak najlepszym indeksem, nie tylko w Europie, okazał się islandzki ICEX15. To jedyny wskaźnik, którego wartość w ujęciu dolarowym wzrosła ponad 30%.