Piątkowa sesja na GPW była dość interesująca. Podobnie zresztą jak cztery poprzednie. Po początkowym spadku wywołanym słabym zamknięciem na Wall Street, indeks WIG20 wzorem głównych europejskich indeksów zaczął odrabiać straty. W efekcie z 1,5% straty zrobiło się -0,2% tuż po godzinie 14:00. Tę sielankę przerwały fatalne dane z amerykańskiego rynku pracy. Zaledwie 96-tysięczny przyrost miejsc pracy we wrześniu w sektorze pozarolniczym wywołał spadki na całym świecie (oczekiwano bowiem wzrostu o około 150 tys.). Dla WIG20 ta ucieczka byków skończyła się spadkiem do 1824,1 pkt. i czarną świecą na wykresie dziennym.
Patrząc na wykresy indeksu WIG20, to najbliższe sesje będą jeszcze ciekawsze niż te ostatnie. I to nie dlatego, że tydzień rozpocznie się od szturmu na oddziały PKO BP, będącego pokłosiem, chyba nie do końca przemyślanej decyzji Ministra Skarbu o sprzedaży akcji drogą tzw. lokaty prywatyzacyjnej. Także dlatego, że na wykresie pojawiło się dużo elementów, które przy odrobinie determinacji strony podażowej zamienią się w istotne sygnały sprzedaży.
Takim elementem jest widoczna na wykresie tygodniowym spadająca gwiazda. Konieczne jest tylko jej potwierdzenie przez czarną świecę. Jeżeli do tego dojdzie, to będziemy mieli potrójny sygnał sprzedaży - potwierdzoną spadającą gwiazdę, odbicie od kwietniowego szczytu oraz formację gwiazdy wieczornej.
Jednak żeby doszło do potwierdzenia formacji odwrócenia trendu na "tygodniówce", podaż musi najpierw przełamać wsparcie jakie na wykresie dziennym wspólnie tworzy szczyt z 17 września br. (1820 pkt.) oraz poniedziałkowa luka hossy (1807-1828 pkt.). Pomocna w tym będzie potwierdzona wczoraj czwartkowa formacja wisielca. Jest ona na tyle wymowna, iż należy zakładać, że to niedźwiedzie będą w najbliższych dniach rozdawały karty.
Żadnej wskazówki odnośnie przyszłotygodniowego zachowania indeksu nie przynosi nam za to ostatni odczyt Wigometru. Brak zdecydowanej przewagi oczekujących na spadki (45% wobec 27%), nie pozwala na kontrariańską interpretację tego wskaźnika.