Ceny miedzi na londyńskiej giełdzie zakończyły miniony tydzień na poziomie 15-letniego maksimum. Bezpośrednią przyczyną piątkowego wzrostu był strajk, który unieruchomił hutę należącą do chilijskiej firmy Codelco, największego na świecie producenta tego metalu. Zwiększyło to obawy uczestników rynku o dalszy wzrost tegorocznego niedoboru w światowej podaży miedzi. Strajk w hucie Chuquicamata ma trwać aż do wywalczenia nowych kontraktów przez ponad 750 jej pracowników - zapowiedział przedstawiciel związków zawodowych.

Od początku września miedź zdrożała już o 14%, gdyż niemal codziennie topnieją jej zapasy, a fundusze coraz więcej inwestują w metale oczekując po nich wyższych zwrotów niż z akcji czy obligacji. Fundusze hedgingowe generują już prawie połowę obrotów na LME. W Chinach, największym na świecie importerze miedzi, otwarto giełdy po tygodniowej przerwie na obchody święta państwowego. O 2,5% poszły w górę kontrakty terminowe w Szanghaju.

`Zapasy miedzi w składach monitorowanych przez LME zmniejszyły się w minionym tygodniu o 8,1%. Londyńska firma Bloomsbury Minerals Economics prognozuje, że w tym roku produkcja miedzi z kopalni i złomowisk będzie mniejsza o 950 tys. ton od światowego popytu szacowanego na 16,8 mln ton.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą w grudniu zdrożały w piątek w Londynie o 36 USD (1,2%), do 3082 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2995 USD.