Restrykcyjne przepisy miały być wprowadzone w następstwie ubiegłorocznej fali skandali, które ujawniły, że najbezpieczniejsze instrumenty inwestycyjne także są obiektem nieuczciwych spekulacji. Kilkanaście wielkich firm inwestycyjnych zgodziło się zapłacić prawie 2 mld USD odszkodowań, aby zamknąć pozwy cywilne wniesione przez SEC.
W centrum uwagi regulatorów znalazła się przede wszystkim praktyka market timingu, czyli szybkiego obracania jednostkami funduszy, przy wykorzystaniu niewielkich różnic ich cen. Odbywa się to ze szkodą dla długoterminowych inwestorów, dla których są przeznaczone te instrumenty finansowe. Praktyka ta nie jest niezgodna z prawem, ale wiele funduszy wprowadza wewnętrzne przepisy, aby zapobiegać manipulacjom na jednostkach uczestnictwa.
Część nowych propozycji SEC, ogłoszonych w następstwie skandalu, przewidywała pobieranie obowiązkowej, 2-proc. opłaty za sprzedaż jednostek nabytych w czasie krótszym niż pięć dni przed zleconą transakcją. Takie rozwiązanie napotkało jednak ostry opór - na 280 pisemnych opinii przesłanych do komisji, aż 250 było krytycznych wobec pomysłu nakładania kar.
Po ogłoszeniu propozycji SEC znalazła się pod naciskiem lobby inwestycyjnego, co przekonało niektórych członków komisji. Decydujący okazał się argument, że wprowadzenie karnych opłat zwiększy koszty inwestowania, które poniosą zwykli inwestorzy. Także SEC zostanie postawiona w dość niezręcznej sytuacji, bo instytucja ta zwykle nie zajmuje się wprowadzaniem dodatkowych opłat. Według "Wall Street Journal", przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd William Donaldson zlecił już swojemu personelowi poszukiwanie nowych rozwiązań. Sama SEC na razie odmawia jakichkolwiek komentarzy.