Sukces! Akcje PKO BP rozeszły się w ramach lokat prywatyzacyjnych jak ciepłe bułeczki. Chętnych było mnóstwo. Więc minister dowiózł trochę "towaru". Kolejki? Owszem - długie, ale za to porządnie ustawione. Sprawdził się Skarb Państwa (bo oferta atrakcyjna), bank (bo dał sobie radę z nawałem roboty) i klienci (bo zorganizowali się na medal). No, sukces i już!
Tylko, że... jakby to powiedzieć... jakiś ten sukces dla mnie niepełny. No bo ja, dla przykładu, ani emerytem, ani rencistą nie jestem. Wolnego czasu mam tyle, co na lekarstwo. I nie mam szans w walce z weteranami zaprzeszłych kolejek i świeżo upieczonymi adeptami - szczęśliwie odchodzącej w niepamięć - sztuki wystawania. Więc lokaty prywatyzacyjnej nie założyłem. Kto zresztą dałby mi wolne w poniedziałkowe przedpołudnie? Więc jakoś mnie ten sukces, tak po ludzku przecież, trochę mierzi.
Jeśli Skarb Państwa chciał zainteresować prywatyzacją rzesze ciułaczy - udało mu się. Ci, którzy na czas dopchali się do okienka, są mu wdzięczni. Ilu ich jest? Kilkadziesiąt tysięcy. Ci, którzy odeszli z kwitkiem, powodów do wdzięczności raczej nie mają. Ilu ich jest? Nie sposób oszacować. Może nawet kilkaset tysięcy. Zawiedzionych i zirytowanych. Bo nie dostali nic. Tak działa zasada "kto pierwszy, ten lepszy".
I niewiele pewnie zmienia fakt, że wszyscy zdawali sobie sprawę z podejmowanego ryzyka. W dawnych kolejkach po np. papier toaletowy (wtedy był to zaiste papier wartościowy) też niby ci na końcu wiedzieli, że mogą żadnej rolki nie dostać. I jakoś to ich irytacji po odejściu od lady z pustymi rękami nie umniejszało, bo przecież problem pozostawał.
Jeśli Skarb Państwa chciał, aby akcje PKO BP kupili ci, którzy nie mają rachunków inwestycyjnych, nie wiedzą, co to biuro maklerskie i nie słyszeli o giełdzie - to znaczy, że... miał dobre intencje. Ale co z tego, skoro i tak większość została odprawiona z niczym. A poza tym wśród szczęściarzy nie brakuje zapewne takich, którzy na GPW zęby zjedli i potrafią zadbać o swój interes. Innymi słowy, o ile można zrozumieć, po co są lokaty, to nie sposób pojąć, dlaczego założyć je mogli tylko wybrani.