Ceny ropy naftowej rosną nieprzerwanie od sześciu sesji. Prawie codziennie przekraczają kolejne bariery. Wczoraj w Londynie było już ponad 51 USD za baryłkę, a w Nowym Jorku ponad 54 USD. Stany Zjednoczone wciąż odczuwają skutki huraganu Ivan, nie rozwiązano kryzysowej sytuacji w rosyjskim Jukosie, od poniedziałku trwa strajk powszechny w Nigerii, która produkuje dziennie 2,4 mln ton ropy. Ivan uszkodził 40 platform w Zatoce Meksykańskiej. Od 8 września, a więc od dnia, w którym huragan dopiero zbliżał się do wybrzeży USA, ropa zdrożała o 26%.

Z niepokojem uczestnicy rynku paliwowego przyjęli też wczorajszy raport Międzynarodowej Agencji Energii (MAE). Podwyższyła ona o 3,4% swoje szacunki zużycia ropy w tym roku. Ma ono w skali światowej wynieść 82,4 mln baryłek dziennie. Będzie zatem wyższe o 190 tys. baryłek niż oceniano jeszcze miesiąc temu. Rozpędzona światowa gospodarka wciąż będzie potrzebowała dużo ropy i w rezultacie jej cena w lecie przyszłego roku może przekroczyć 60 USD za baryłkę. Droga ropa będzie też jednak hamowała wzrost gospodarczy, a to ma spowodować zmniejszenie popytu w przyszłym roku i spadek cen. Konkluzja tej drugiej części raportu nieco uspokoiła nastroje na rynku.

Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w październiku kosztowała po południu 50,50 USD w porównaniu z 50,66 USD, na poniedziałkowym zamknięciu i 47,13 USD przed tygodniem.