Eurostat, unijne biuro statystyczne, uznało, że polskich funduszy emerytalnych nie można zaliczyć do sfery finansów publicznych. Skutki takiej decyzji są poważne - taka klasyfikacja oznacza, że nie będzie możliwa statystyczna redukcja długu publicznego (według wcześniejszych wyliczeń, OFE zmniejszyłyby nasz dług o ok. 5% PKB). Także deficyt budżetowy będzie większy niżby tego chciał rząd, gdy nasz kraj zmieni metodologię liczenia długu i deficytu na unijne ESA95. Taka decyzja Eurostatu nie podoba się ani członkom rządu, ani ekspertom.

- Ta decyzja jest o tyle zła, że w jej rezultacie kraj, który zbliżył się do kryteriów z Maastricht, jest traktowany gorzej od tych, które tego nie zrobiły - powiedział M. Góra. - Nasza reforma bowiem daje szansę na większą stabilizację finansów publicznych niż zbankrutowane systemy emerytalne, jakie obowiązują w Niemczech czy Francji.

Jego zdaniem, decyzja Eurostatu była spowodowana trzema czynnikami. Przede wszystkim - wynika z reguł, jakie unijni statystycy stosują. Poza tym - uznanie, że OFE są instytucjami prywatnymi oznacza, iż niezgodne z unijnym prawem są limity na inwestycje zagraniczne naszych funduszy. No i wreszcie decyzja Eurostatu oznacza, że polska droga do euro się wydłuża, co zmusi nas do lepszego przygotowania do przyjęcia wspólnej waluty.

Tyle tylko, że według M. Góry, decyzja Eurostatu wkrótce ulegnie zmianie. Oznacza bowiem wzrost deficytu i długu publicznego w krajach, które zdecydują się na reformę emerytalną. Tymczasem wiele krajów Unii Europejskiej wkrótce to będzie musiało zrobić.

- To, że w Niemczech jest kiepska sytuacja gospodarcza, to wynik braku reformy emerytur - powiedział M. Góra.