Wydarzeniem dnia na rynkach surowców była w środę gwałtowna zniżka notowań miedzi, wywindowanych w końcu zeszłego tygodnia do najwyższego od 15 lat poziomu 3145 USD za tonę. Wczoraj po południu za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie tylko 2835 USD, tj. aż o 8,4% mniej niż w końcu sesji wtorkowej. Był to największy spadek od 16 lat - spowodowany spekulacjami na temat koniunktury w Chinach i USA. Ponieważ kraje te zużywają najwięcej miedzi na świecie, perspektywa spowolnienia wzrostu w ich gospodarce może prowadzić do ograniczenia popytu w skali globalnej.
Do wczorajszego spadku notowań przyczyniły się znacznie fundusze hedgingowe. Pozbywały się bowiem miedzi, w którą w ostatnich dniach zainwestowały pokaźne kapitały, licząc, że jej malejące zapasy pobudzą wzrost notowań.
Tymczasem ceny ropy naftowej, które na początku tygodnia osiągnęły rekordowo wysoki poziom, spadały przez drugi dzień z rzędu. Przyczyniła się do tego prognoza Międzynarodowej Agencji Energetycznej, zapowiadająca spadek w przyszłym roku popytu na paliwa płynne. Za główną przyczynę uznano spodziewane spowolnienie wzrostu w gospodarce światowej, które paradoksalnie ma być efektem zbyt wysokich notowań ropy.
W Londynie gatunek Brent z dostawą w listopadzie kosztował wczoraj po południu 48,74 USD za baryłkę w porównaniu z 49,60 USD w końcu sesji wtorkowej i 47,90 USD w poprzednią środę. W Nowym Jorku notowania spadły poniżej 52 USD.