Wyprzedaż trwa, a popyt w dalszym ciągu nie radzi sobie z napływającymi zleceniami sprzedaży. W rezultacie indeks WIG20 stracił wczoraj blisko 1,2% i chociaż skala spadku nie jest przerażająca, to jednak jest wystarczająca, by obraz techniczny indeksu stał się korzystny dla niedźwiedzi.

Niepokój posiadaczy akcji największych spółek powinny budzić "połamane" przez WIG20 wsparcia. Po pierwsze złamana została linia obrony na wysokości 1670 pkt, jaką wyznaczała połowa białej świecy z 7 września w połączeniu z lokalnym dnem z poprzedniej korekty z 27 września. Po drugie, wczorajsze zamknięcie wypadło dodatkowo poniżej SK-45, która na poziomie 1768 pkt. miała stanowić dodatkowe wzmocnienie dla kupujących. Niestety, obie te bariery popytowe okazały się za słabe i w związku z tym podaż ma otwarta drogę do poziomu 1730 pkt, czyli do górnego ograniczenia wakacyjnej konsolidacji.

Dalszą deprecjację indeksu sugerują także wskaźniki. Najgorzej wygląda w tym kontekście RSI14, który przebił średnioterminową linię trendu, biorącą początek w maju. Nie lepiej wygląda sytuacja na szybszych oscylatorach, które mimo gwałtownego spadku (ponad 100 punktów od szczytu), nie są wcale wyprzedane. Wskaźniki te (Ultimate oscillator, Price ROC) dopiero połamały linie równowagi, generując tym samym sygnały sprzedaży. I choć obroty nieco spadły w porównaniu z wtorkową i środową sesją, to jednak wciąż są wysokie. W tej perspektywie byki, aby pozostać w grze, muszą wykazać się większą determinacją przy kolejnym teście wsparcia tj. poziomu 1730 pkt i ostatecznie odeprzeć ataki podaży.

Wcześniejsze szanse na odrabianie strat są w zasadzie niewielkie, choć pewną furtkę stanowi wczorajsza świeca - odwrócony młot. Możliwe więc, iż dojdzie do chwilowego uspokojenia nastrojów i WIG20 wykona ruch powrotny do przełamanych wczoraj wsparć. Mając jednak na uwadze układ wskaźników, obecnie lepiej jest szukać dobrego momentu do wyjścia z akcji niż do ich zakupu.