Od 1950 r. szeroki indeks amerykańskiego rynku S&P 500 zyskiwał w listopadzie średnio na wartości 1,7%. W grudniu powiększał się o kolejne 1,6%. Są to dwa najlepsze w roku miesiące dla tamtejszego rynku. Francois Trahan ostrzegł jednak inwestorów w raporcie datowanym na 19 października, że w tym roku takiej tradycyjnej zwyżki na koniec roku może nie być. Dlaczego? Analityk Bear Stearns powołuje się na wskaźniki wyprzedzające koniunkturę, publikowane przez Institute for Supply Management. We wrześniu obniżyły się one, zapowiadając pogorszenie koniunktury w przemyśle i usługach. Wskaźnik ISM dotyczący usług znalazł się na najniższym poziomie od 16 miesięcy. - Gorsza sytuacja gospodarcza przełoży się na słabszą koniunkturę giełdową - zapowiada F. Trahan. - Do tego dochodzi oczekiwana podwyżka stóp procentowych przez Fed jeszcze przed końcem roku - dodaje.

Według niego, indeks S&P 500 znajdzie się na koniec roku na poziomie 1050 pkt, czyli o 5% poniżej poziomu obecnie notowanego. Inwestorom pozostaje mieć nadzieję, że F. Trahan się pomylił. Należy pamiętać, że jest on jednym z najbardziej "niedźwiedzio" nastawionych analityków na Wall Street. Spośród ekspertów najbardziej znanych banków inwestycyjnych i biur maklerskich w USA, tylko analitycy Citigroup oczekują jeszcze niższego poziomu S&P 500 na koniec roku, bo 1025 pkt.

Trahan już we wrześniu ujawnił swoje pesymistyczne podejście do rynku. Gdy S&P 500 wzrósł do najwyższego poziomu od 2,5 miesiąca, zapowiedział spadek indeksu. Nie sposób przyznać, że miał rację. Od tej pory wskaźnik spadł, choć tylko o 1,6%.