- W tym miesiącu wyprodukujemy około 3 tys. samochodów, a powinno być co najmniej 4-5 tys. - mówi Marek Dyżakowski, przewodniczący Związku Inżynierów i Techników na warszawskim Żeraniu.
Firma nie ma pieniędzy, bo nie dostała obiecanej pomocy publicznej, ponieważ do tej pory Komisja Europejska nie zaakceptowała programu restrukturyzacji FSO.
Kontrahentem fabryki jest Ukraiński ZAZ, który chce kupować od FSO nawet 7 tys. samochodów miesięcznie. Aby jednak wykorzystać zdolności produkcyjne fabryki, potrzebny jest inwestor, który sfinansuje zakup niezbędnych części. Takim ratunkiem dla FSO może być właśnie ZAZ, który zaoferował kupno fabryki z jej długami. Wcześniej odkupił już część wierzytelności banków wobec FSO.
Fakt, że Żerań nie wywiązuje się z umowy z Ukraińcami, może być dodatkowym argumentem za wyborem ZAZ na inwestora. W tym przypadku firma z Ukrainy nie zażąda zapewne wypłaty kar umownych, jakie zapewne zapisane są w kontraktach. Poza tym - za Ukraińcami już opowiada się zarząd Żerania i resort gospodarki. Część ekspertów branżowych jednak twierdzi, że alians z ZAZ-em będzie dobry dla fabryki tylko do chwili, w której skończy się licencja na produkcję modeli lanos i matiz sprzedawanych na ukraińskim rynku, czyli za 2 lata.
Tymczasem wpłynęła pisemna deklaracja chińskiego Shanghai Automotive Industry Corporation z brytyjskim Roverem, które chcą kupić udziały Żerania. Złożenie samej oferty SAIC uzależnia jednak od przeprowadzenia due diligence firmy. Zgodę na to powinien wyrazić zespół ds. restrukturyzacji FSO, jednak może mieć z tym problem, ponieważ związany jest umową o wyłączności na negocjacje z ZAZ-em. Nie wiadomo, czy między potencjalnymi inwestorami są prowadzone rozmowy o współpracy. W przypadku gdyby możliwa była oferta SAIC i Rovera przed FSO otworzyłaby się sieć sprzedaży Rovera oraz rynki na Wschodzie