We wrześniu wskaźnik inflacji, liczony przez GUS, spadł z 4,6% do 4,4%. Nie oznacza to jednak, że wraz z indeksem cen konsumpcyjnych spadły wszystkie miary inflacji bazowej. Stało się tak tylko w przypadku dwóch z nich - inflacji bazowej, liczonej po wyłączeniu cen kontrolowanych oraz miary, która się wylicza po wyłączeniu 15-proc. średniej odciętej. W pozostałych przypadkach inflacja bazowa poszła w górę. Uważana za najważniejszą spośród pięciu miar, inflacja po wyłączeniu cen żywności i paliw (tzw. netto) wzrosła z 2,3% i 2,4%.

Andrzej Sławiński, członek RPP, wskazywał ostatnio, że inflacja netto pozostaje praktycznie bez zmian, co świadczy o skuteczności polityki pieniężnej. Według niego ten brak zmian oznacza, że RPP udało się ocalić gospodarkę od tzw. efektu domina, czyli wzrostu żądań płacowych i cen towarów innych niż żywność i paliwa, a wywołanych drożeniem tych ostatnich towarów. W rezultacie cały wzrost inflacji były skutkiem szoków poakcesyjnego (wzrost cen żywności) i naftowego (ceny paliw).

Wzrost trzech z pięciu miar inflacji bazowej najprawdopodobniej nie skłoni RPP do zmian stóp procentowych na rozpoczynającym się w przyszłym tygodniu posiedzeniu. Zwłaszcza przy spadku inflacji liczonej przez GUS. W dół poszły też oczekiwania NBP. O ile, jak wynikało z sierpniowej projekcji inflacji, bank centralny spodziewał się znacznego wzrostu cen do końca roku, teraz liczy na ich spadek. Jak powiedział Krzysztof Rybiński, wiceprezes NBP, na koniec roku inflacja wyniesie nieco ponad 4%.

PAP