Wypowiedź O?Neala była reakcją na pojawiające się wciąż spekulacje, że największy niezależny dom maklerski na świecie może wkrótce połączyć się lub zostać przejęty przez innego potentata finansowego. Prezes Merrill Lynch stwierdził jednak, że o konkurencyjności na rynku decyduje nie wielkość firmy, ale kreatywność oraz jakoś kontaktów utrzymywanych z klientami.

Spekulacje o przejęciu Merrill Lynch pojawiają się od kilku lat - od czasu, kiedy dwa wielkie banki - Citibank i Chase - przejęły dwa domy maklerskie. Pierwszy połączył się z Salomon Smith Barney, drugi z J.P. Morgan. ML pozostał wówczas największym niezależnym graczem na rynku. Od czasu pęknięcia technologicznej bańki na giełdach w 2000 r., firma przeszła intensywną kurację odchudzającą, aby utrzymać się na rynku.

Plotki nasilały się jeszcze kilkakrotnie, m.in. po skandalach księgowych. - Nie ulega wątpliwości, że przeszliśmy przez okres, który zdecydowanie zaszkodził reputacji domów maklerskich - przyznał w Nowym Jorku O? Neal. Jego zdaniem, banki inwestycyjne nie potrafiły wprowadzić właściwych mechanizmów kontrolnych, choć przyznał także, że nagonka na nie miała też podłoże polityczne. - Lekcje, jakie wyciągnięto ze skandali, są niezwykle ważne - kontynuował O?Neil. - Od tego zależy, czy uda się uniknąć kolejnych afer, które po raz kolejny naruszyłyby publiczne zaufanie do firm maklerskich.

O?Neal zdementował także pogłoski o tym, że po ewentualnym zwycięstwie wyborczym George?a W. Busha obejmie funkcję sekretarza skarbu w nowo tworzonym gabinecie.

(Nowy Jork)