Reklama

Mnożą się obawy o koniunkturę gospodarczą

Od wielu tygodni przewodnim tematem na rynkach finansowych jest ropa naftowa. Rekordowe ceny tego surowca podtrzymują niepewność na giełdach akcji, zachęcają do kupna obligacji, a ostatnio doprowadziły do wyraźnej wyprzedaży dolara.

Publikacja: 26.10.2004 09:31

Letni wzrost cen ropy był uznawany za przejściowy, wywołany jednorazowymi czynnikami. Teraz mówi się głównie o fundamentalnych przesłankach. Jednocześnie wielu analityków podkreśla psychologiczne podłoże wzrostu notowań ropy. Najpierw obawiano się, że przed sezonem letnich wyjazdów amerykańskie rezerwy są zbyt niskie. Potem doszło do zaognienia sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nałożyły się na to zamieszanie wokół koncernu Jukos w Rosji i niepokoje w Wenezueli. Jednak żaden z tych czynników nie spowodował ograniczenia produkcji choćby o jedną baryłkę. Doszło do tego dopiero w czasie huraganów w Zatoce Meksykańskiej. Odnosi się wrażenie, że inwestorzy wyszukują sobie powody uzasadniające podnoszące się ceny ropy.

Reakcje inwestorów stają się coraz bardziej zdecydowane wraz z tym, jak umacnia się przekonanie o nieuchronności dalszej zwyżki ceny ropy.

Rynek akcji

Wpływ drożejącej ropy na notowania giełdowe w powszechnym odczuciu jest negatywny. Rzeczywiście, wysokie ceny tego surowca uznawane są za czynnik sprzyjający wzrostowi inflacji, ograniczający wydatki konsumentów na inne dobra oraz podnoszący koszty produkcji przedsiębiorstw. W konsekwencji niekorzystnie odbija się to na koniunkturze gospodarczej. Jednak w przypadku rynku akcji, który niekoniecznie musi odzwierciedlać strukturę gospodarki, ostateczny bilans zależy od udziału wartości rynkowej firm paliwowych, korzystających na wysokich cenach surowca, w kapitalizacji całej giełdy. Im jest on większy, tym bardziej wzrost kursów spółek paliwowych kompensuje gorsze notowania pozostałych firm.

Światowe rynki akcji dotąd dość dobrze radzą sobie z problemem wysokich cen ropy. Główne indeksy utrzymują się od wielu miesięcy w trendach bocznych. Można to wiązać z wciąż optymistycznymi zapatrywaniami na to, co przyniesienie przyszły rok. Jednak utrzymujące się w okolicy 50 USD za baryłkę ceny ropy skłaniają stopniowo coraz więcej specjalistów do obniżania prognozy wzrostu amerykańskiej gospodarki. Szacuje się, że mniejszy o 1 pkt proc. wzrost gospodarczy w USA przekłada się na pogorszenie o 5 pkt proc. tempa wzrostu zysków operacyjnych przedsiębiorstw (przy pozostałych czynnikach bez zmiany).

Reklama
Reklama

Strata tych 5 pkt proc. wcale nie musi doprowadzać do wyprzedaży akcji. To zależy od atrakcyjności ich aktualnych wycen - tego, na ile korespondują one z przyszłymi zyskami i jak konkurują z bezpiecznymi formami inwestowania. Z jednej strony możemy określić, ile razy obecny kurs przekracza aktualny lub prognozowany zysk przypadający na jedną akcję. Im bardziej, tym spodziewana stopa zwrotu z akcji będzie mniejsza. Porównujemy to z zyskiem, jaki przynoszą instrumenty wolne od ryzyka, np. długoterminowe obligacje. Atrakcyjność akcji jest pochodną tego, jak w danym momencie układa się proporcja pomiędzy tymi zmiennymi. W jednej z wersji obniżce prognoz zysków, powodującej zmniejszenie spodziewanej stopy zwrotu, może towarzyszyć spadek rentowności obligacji. W takiej sytuacji obydwa czynniki kompensują się, utrzymując na giełdzie status quo.

Rynek obligacji

Z takim zjawiskiem mamy do czynienia właśnie teraz. Od połowy czerwca zyskowność 10-letnich obligacji skarbowych w USA obniżyła się z blisko 4,9% do 4%. W tym czasie cena ropy podskoczyła w Nowym Jorku z ok. 37,5 USD do 55 USD. Ta odwrócona korelacja kontrastuje z zachowaniem obydwu rynków w przeszłości, kiedy to wzrost notowań ropy był ściśle powiązany ze zwyżką rentowności obligacji. To oznacza, że inwestorzy traktują teraz ceny ropy bardziej w kategoriach "podatku" nakładanego na gospodarkę (im więcej zostanie wydane na kupno paliw, tym mniej zostanie na inne cele), a w mniejszym stopniu jako czynnik pobudzający inflację. Zatem bardziej obawiają się pogorszenia koniunktury gospodarczej niż podwyżek stóp, wymuszanych przez przyspieszającą inflację. Pytanie, czy w związku z wciąż podnoszącą się inflacją bazową w Stanach Zjednoczonych ten drugi element nie jest niedoceniany przez inwestorów.Rynek walutowy

Coraz wyższe ceny ropy, podnoszące koszty importu, przypomniały inwestorom o utrzymującym się od długiego czasu problemie z deficytem obrotów bieżących w USA. Teraz wynosi 5,7% PKB i wciąż się zwiększa. Wydatki na zakup ropy stanowią coraz większy udział w ogólnej wartości sprowadzanych dóbr. W tej sytuacji nastąpił w ostatnich tygodniach wyraźny odwrót od dolara, którego notowania szybko znalazły się w pobliżu tegorocznego minimum. Wraz z trwającym trendem zwyżkowym na rynku ropy tworzy to wręcz wybuchową mieszankę. Tracący na wartości dolar może przynieść dalszy wzrost ceny tego surowca. Coraz częściej spotyka się prognozy zapowiadające osiągnięcie 75 USD za baryłkę ropy.

Można mieć tylko nadzieję, że w niedalekiej przyszłości nie będziemy świadkami sprzężenia zwrotnego, w którym spadek kursu dolara będzie podbijać cenę ropy, ta zaś pobudzi w końcu obawy o przyspieszenie inflacji, wywołując w rezultacie zwyżkę rentowności obligacji. To przy redukcjach prognoz zys-ków przedsiębiorstw na przyszły rok spowodowałoby zmniejszenie atrakcyjności wycen akcji i doprowadziło do ich wyprzedaży.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama