Wczorajsza sesja, niestety, nie należała do zajmujących. Właściwie cały dzień można uznać za stracony. Wahania cen w wąskim przedziale przy małym obrocie nie były w stanie niczego zmienić. Sytuacja jest taka sama, jaka była wczorajszego poranka przed sesją.

Notowania zaczęły się blisko zamknięcia sesji poniedziałkowej. Na nic innego nie można było liczyć po mało ciekawej sesji w Stanach. Brak impulsu z Zachodu okazał się dla nas zgubny. Ugrzęźliśmy w marazmie. Zamknięcie notowań 1 pkt nad poziomem otwarcia chyba dobrze pokazuje sytuację na rynku.

W konsolidacji przebywamy faktycznie już od dwóch tygodni. Do tej pory wydawało się, że to tylko chwilowy przystanek przed większym ruchem, który miałby być albo kontynuacją spadkowej korekty, albo początkiem kolejnej fali wzrostu. Nic z tego. Rynek nie ma ochoty na ruch. Właściwie to nie mają ochoty więksi gracze, którzy ostatnio nie poświęcają handlowi należytej uwagi. Po części można to tłumaczyć ofertą PKO BP. Ma ona wpływ na spadek aktywności zarówno bezpośredni, jak i pośredni. Wycofanie części środków na zakupy papierów banku jest oczywisty. Wydaje się jednak, że mała aktywność wynika także z ogólnego przekonania, że teraz (bez kapitału) nic nie da się zrobić i trzeba przeczekać.

Technicznie przedłużająca się konsolidacja sprawiła, że średnia krocząca porusza się w poziomie i nie można w tej chwili poważnie brać sygnałów z niej płynących. Pozostaje czekać nam na wybicie. Kierunek? Właściwie obojętny. Wydaje się, że popyt ma cały czas przewagę, ale cały czas brakuje testu poziomu wsparcia w okolicach 1735-1740 pkt. Dojście do tego poziomu mogłoby być podstawą do stwierdzenia, że zasięg korekty zwyżek jest zadowalający.