Ostatnie dni nie przyniosły złagodzenia napięcia na międzynarodowym rynku naftowym. Niepokój wywoływał wciąż spadek amerykańskich zapasów paliw płynnych, a zwłaszcza niezbędnego w sezonie zimowym oleju opałowego. W tej atmosferze notowania ropy osiągnęły na początku bieżącego tygodnia rekordowo wysoki poziom. W Nowym Jorku za baryłkę tego surowca płacono w poniedziałek 55,17 USD, a w Londynie gatunek Brent zdrożał we wtorek do 51,56 USD. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym zwyżce notowań były dane, które wykazały w trzecim kwartale szybszy niż przewidywano wzrost w gospodarce chińskiej.

Tendencję zwyżkową przyhamowała wiadomość o zakończeniu konfliktu, który groził unieruchomieniem norweskiego przemysłu naftowego, a także apel OPEC o uwolnienie przez USA strategicznych rezerw ropy. Uzasadniono go niemożnością wyraźnego zwiększenia dostaw przez kraje członkowskie, a także brakiem wolnych mocy wydobywczych w Rosji.

Tymczasem dane opublikowane w środę przez Departament Energetyki wykazały dalszy spadek amerykańskich zapasów produktów naftowych, a wśród nich mającego szczególne znaczenie oleju opałowego. Zmalały one w zeszłym tygodniu o 2,1%, tj. bardziej niż przewidywano. Reakcją na tę wiadomość był wzrost notowań i w Londynie cena gatunku Brent z dostawą w grudniu osiągnęła w pewnym momencie rekordowy poziom 51,94 USD za baryłkę. Wkrótce obniżyła się jednak i wynosiła na zamknięcie notowań 50,20 USD.