Indeks na wczorajszej sesji spadł o 0,32%. Kontrakty też straciły w podobnej skali. Czy jest się więc czym emocjonować? Jest. Gdy spojrzymy na kolor świecy dziennej, przebieg notowań na wykresie intarday oraz zauważymy, że sesja zakończyła się 35 pkt pod poziomem maksimum sesji, to obraz przybiera zupełnie inne barwy. Zamiast nudnej szarości mamy czerń.
Zaczęliśmy wczorajsze notowania w bardzo dobrych nastrojach. Mocna sesja w USA i spadająca cena ropy naftowej zrobiły swoje. Z naszego podwórka pomogły nieco lepsze od prognoz wyniki TPS oraz duży przelew z ZUS do OFE. Wprawdzie to ostatnie ma ograniczony wpływ, ale psychologicznie pomagało bykom. Notowania ruszyły 25 pkt nad środowym zamknięciem.
Problem w tym, że bykom nie udawało się podciągnąć cen wyżej. Na kasowym obrót (poza PKN) nie był duży, co nie skłaniało do efektownych akcji. Do południa kursy wahały się w okolicy otwarcia. Wtedy nadeszła informacja dnia - Polka została uprowadzona w Iraku. Rynek to zignorował. Jednak niedługo po tym pojawiła się kolejna - w Chinach podniesiono stopy procentowe. Właściwie co nas to obchodzi? Niby nic, ale rynek runął w dół. Spadek trwał właściwie do końca sesji.
Taki przebieg notowań nie pozwala spodziewać się cudów na dzisiejszej sesji. Można przypuszczać, że początek notowań będzie jeszcze pod wpływem wczorajszej sesji. Wczoraj bowiem doszło do ciekawej sytuacji w kontekście analizy technicznej. Wczorajsza zwyżka zatrzymała się na poziomie oporu na 1830 pkt i ceny się od niego odbiły. Do tej pory przypominałem, że brakuje w tym spadku, trwającym od kilku tygodni, testu wsparcia na 1735-40 pkt. Brakuje, bo spadek do tego poziomu mógłby zakończyć korektę. Jej wielkość - 50% poprzedniego wzrostu - byłaby już odpowiednia.