Bardzo dobra zła sesja. To chyba najlepsze określenie tego, co się wczoraj działo. Jej "dobroć" polegała na tym, że to "złe" zachowanie rynku ograniczyło się jedynie do spokojnego osuwania na bardzo małych obrotach. Do tego nie została zamknięta wtorkowa luka hossy, a to właśnie ten dziewiczy obszar pozwala dalej technikom patrzeć na rynek optymistycznie. Niżej inwestorów czekają wspomnienia z drugiego tygodnia października, gdy zakrycie analogicznej luki hossy dało sygnał do dynamicznej korekty spadkowej. Tym razem doszłyby do tego obawy o formację podwójnego szczytu.
To oczywiście skrajnie pesymistyczny scenariusz, który w obliczu wyboru lubianego przez rynek akcji (tylko akcji) prezydenta USA nie będzie teraz przeze mnie faworyzowany. Wyborcze zwyżki za oceanem wraz z wciąż silnymi rynkami naszego regionu nie pozwalają wyprzedzać sygnałów sprzedaży. Zresztą przed debiutem PKO BP nie widać na horyzoncie czynników, które mogłyby zmusić duże fundusze do jakichś negatywnych dla rynku przetasowań portfelach.
Oczywiście zapomniałem o jednym - jutro minister skarbu może znowu dojść do wniosku, że przy tak dużym zainteresowaniu ofertą PKO BP dorzuci kolejne kilka procent do puli oferowanych akcji. Trochę szydzę, ale dla mnie działania ministra wyglądają równie komicznie, co niebezpiecznie. Oczywiście ze zwiększenia puli akcji wszystkie "pierwotniaki" bardzo się cieszą, ale jeśli ministerstwo tworzy na rynku taki precedens, zmieniając warunki oferty już po zakończonych zapisach, to ja 10 razy zastanowię się następnym razem zanim zarekomenduję kupno jakichkolwiek akcji prywatyzowanych spółek. Skoro można dorzucić 8% akcji do oferty, to można i 70%. Inwestorzy zleceń wycofać już nie mogą, choć sprzedawano im akcje na zupełnie innych warunkach.