W 1999 r., aby poprawić wyniki finansowe koncernu, Enron sprzedał Merrill Lynch udziały w pływających barkach-elektrowniach, co pomogło koncernowi w osiągnięciu zakładanych zysków. Sprawa wyszła na jaw dopiero po głośnym upadku Enronu. Ława przysięgłych uwierzyła w zapewnienia prokuratury, która powoływała się na rozmowę Daniela Bayly (ówczesnego wiceprezesa ML) z Andrew Fastowem (wówczas dyrektorem finansowym Enronu). Fastow miał wtedy zapewnić swojego partnera, że najpóźniej do 30 czerwca 2000 r. odkupi barki. Jedyną osobą, która została uniewinniona w tej sprawie, okazała się była księgowa koncernu Sheila Kahanek, która konsekwentnie sprzeciwiała się transakcji.
Pozostali: Daniel Bayly, James A. Brown, William Fuhs, Robert S. Furst z Merrill Lynch oraz Dan O. Boyle, były dyrektor finansowy Enronu - zostali uznani za winnych popełnionych przestępstw księgowych. Brownowi udowodniono także składanie fałszywych zeznań, gdyż twierdził przed sądem, że nie słyszał obietnic, iż Enron po zakończeniu roku finansowego z powrotem odkupi barki-elektrownie. Za podobne przestępstwo odpowie także Boyle, który zapewniał senacką podkomisję badającą przyczyny upadku energetycznego kolosa o tym, że nie było zmowy Enronu z Merrill Lynchem.
To jeszcze nie koniec głośnego procesu, który toczy się już od sześciu tygodni. Ława przysięgłych będzie teraz debatować nad wysokością wyroków. Wszystkim skazanym grozi od pięciu miesięcy do 30 lat więzienia, choć najbardziej prawdopodobne będą kilkunastomiesięczne wyroki. Sąd poda wysokość wyroków dopiero w marcu 2005 r., a każdy ze skazanych dowie się o swojej karze innego dnia.
Sprawa barek miała charakter precedensowy. Po raz pierwszy przedstawiciele banków inwestycyjnych z Wall Street zostali oskarżeni i skazani za aktywny udział w oszustwach księgowych Enronu. To także pierwszy kończący się process, w którym skazano byłego pracownika koncernu.
Nowy Jork