Dzień Zjednoczenia obchodzony jest jako święto państwowe od 1990 r. Wprowadzono go do świątecznego kalendarza dla upamiętnienia upadku Muru Berlińskiego, który przez prawie 40 lat dzielił ten naród za rozpętanie drugiej wojny światowej. W tym roku tak się złożyło, że cztery święta ogólnopaństwowe i wiele lokalnych świąt kościelnych przypadają w Niemczech na weekendy. Rząd obliczył, że dzięki temu gospodarka rozwinie się szybciej o 0,5 pkt proc. Postanowiono więc nie liczyć tylko na układ kalendarza, ale na stałe przenieść na niedzielę Dzień Zjednoczenia obchodzony 3 października.

Minister Clement powiedział, że to nie jest jedynie pomysł i że tak już będzie. Nie wymienieni przez niego eksperci szacują, że przyspieszy to tempo wzrostu gospodarczego o 0,1 pkt proc. - Tylko praca tworzy miejsca pracy, a nie świętowanie - zapewnił Clement reporterów.

Niemiecka gospodarka z trudem wychodzi z trzyletniej stagnacji. Tegoroczne ożywienie okazało się za słabe, by zmniejszyć bezrobocie, którego stopa sięga 10,7%. MFW obniżył przyszłoroczną prognozę wzrostu dla Niemiec do poziomu najniższego w całej strefie euro. Marne perspektywy potwierdzają też wczorajsze dane o trzecim z rzędu spadku zamówień dla niemieckiego przemysłu. We wrześniu były one o 0,2% mniejsze niż w sierpniu. Zamówienia z zagranicy wzrosły o 1,3%, ale krajowe spadły o 1,6%. Analitycy spodziewali się wzrostu tego wskaźnika o 1%.

W niektórych regionach Niemiec przypada aż 14 dni świątecznych w roku. Więcej niż w jakimkolwiek innym kraju "starej" Unii. Najbardziej pracowici są Holendrzy. Wystarcza im osiem dni wolnych od pracy poza weekendami. Francja już zdecydowała w tym roku o zlikwidowaniu jednego świątecznego dnia, mianowicie poniedziałku Zielonych Świąt. Środki wypracowane w tym dniu będą lokowane na specjalnym funduszu utworzonym w celu poprawy opieki nad ludźmi starszymi i chorymi. Francuzami wstrząsnęło bowiem 15 tys. śmiertelnych ofiar fali upałów z sierpnia ub.r.