O tym, że deficyt budżetowy na ten rok będzie niższy od zaplanowanego w budżecie, mówi się od połowy roku. Im bliżej jednak jego końca, tym niższy staje się deficyt. O ile konstruując budżet na rok 2005 resort finansów założył deficyt niższy o ok. 1,6 mld zł, to ostatnio wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Rogulska mówiła o 2,5 mld zł.
Wczoraj z kolei wicepremier Jerzy Hausner jeszcze bardziej podbił stawkę.
- Dziś mogę powiedzieć, że mówimy o dwóch do pięciu miliardach złotych, według stanu na początek listopada - powiedział wczoraj. - Wykonanie wpływów z prywatyzacji i poprawa stanu gospodarki powodują zwiększenie wpływów.
Chodzi przede wszystkim o to, że po zwiększeniu puli akcji PKO BP sprzedawanych na giełdzie przychody z prywatyzacji mogą nawet o 2 mld zł przekroczyć poziom założony na ten rok. Po odliczeniach, związanych z ustawowym podziałem wpływów ze sprzedaży majątku państwowego, na sfinansowanie deficytu może zostać przeznaczonych nawet 1,6 mld zł. Z kolei wartość przychodów z danin publicznych już w październiku przekroczyła 100% kwoty zaplanowanej w budżecie. Tak jest m.in. w przypadku dochodów z ceł.
Według premiera J. Hausnera, nie tylko tegoroczny deficyt może być niższy od tego, co zaplanowano w budżecie.