Jean-Claude Trichet przewodniczył wczorajszemu spotkaniu w Bazylei prezesów banków centralnych z 10 najsilniejszych gospodarczo krajów. Spotkania takie odbywają się co dwa miesiące. Trichet powiedział reporterom, że umacnianie się kursu euro wcale nie jest "pożądane" przez Europejski Bank Centralny. - Brutalne zmiany kursów między dolarem i euro nie są dobrze postrzegane z punktu widzenia EBC - stwierdził Trichet. Po tych słowach dolar umocnił się do 1,2917 za euro. Przed południem wczoraj jego kurs spadł do 1,2987, poziomu najniższego od wprowadzenia do obiegu wspólnej waluty w 1999 r.

Prezydent Francji Jacques Chirac na konferencji prasowej w Brukseli też przyznał, że jest "nieco zaniepokojony" ciągłym umacnianiem się euro, gdyż może to niekorzystnie oddziaływać na wzrost eksportu ze strefy euro. Tamtejsze towary i usługi stają się bowiem coraz droższe dla odbiorców z innych rejonów. A tymczasem eksport jest głównym, a w niektórych krajach jedynym, czynnikiem wzrostu gospodarczego.

Na poprzednim spotkaniu w Bazylei 13 września Trichet określał wzrost gospodarczy na świecie jako "niewzruszony", ale wskazywał też, że konieczna jest czujność wobec wszystkich pojawiających się czynników ryzyka. Ropa naftowa zdrożała od tego czasu o 13%, a od początku roku o 53%, a euro umocniło się w stosunku do dolara o 5,8%.

Słabnięcie dolara spowodowane jest obawami o dalsze powiększanie się deficytu na rachunku bieżącym Stanów Zjednoczonych. Obawy te nasiliły się po reelekcji George?a W. Busha. Zbyt mocny kurs wspólnej waluty może zaszkodzić gospodarce strefy euro, aczkolwiek broni ją przed skutkami wzrostu cen ropy naftowej. Na spotkaniu w Bazylei stwierdzono jednak, że z powodu drożejącej ropy światowa gospodarka traci impet, gdyż po opłaceniu coraz wyższych kosztów energii, zarówno spółkom, jak i konsumentom zostaje mniej pieniędzy na inne wydatki.

Bloomberg