Reklama

Miliony dolarów szukają inwestycji

Z Krzysztofem Marczakiem, wiceprezesem UNISystems Research, rozmawia Halina Kochalska

Publikacja: 09.11.2004 07:11

Jak od prowadzenia firmy budowlanej można dojść do zarządzania cudzymi pieniędzmi?

Zajmowałem się w życiu różnymi sprawami, ale cały czas miałem poczucie niespełnienia, nawet gdy zarabiałem przy tym spore pieniądze. Wciąż poszukiwałem czegoś, co dawałoby satysfakcję. A że zawsze pociągała mnie matematyka i mam w tej dziedzinie zdolności, zacząłem iść w kierunku, który pozwoliłby mi to wykorzystać. Pod koniec lat 80. wyjechałem do USA i zacząłem się kształcić w dziedzinie finansów. W ramach nauki odbywałem staże w korporacjach i przekonałem się, że ich system pracy kolektywnej zupełnie mi nie odpowiada. W takich warunkach każdego się uśrednia. Ale coś za coś. Zakładając własny biznes, trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy ważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, czy też satysfakcja okupiona stresem i ryzykiem porażki? A prawdopodobieństwo powodzenia w branży finansowej jest niewielkie. Po kilku latach naturalny filtr pozostawia na rynku zaledwie kilka procent firm inwestycyjnych, zakładanych przez indywidualnych zarządzających.

Udało się.

Na szczęście. Najpierw inwestowałem swoje pieniądze. W 1996 r. zacząłem od kilkudziesięciu tysięcy dolarów powierzonych przez rodzinę i znajomych. Po roku było to już 250 tys. USD. Teraz mamy kapitał w granicach miliona dolarów.

Po co przyjechał Pan do Polski?

Reklama
Reklama

Po pieniądze.

Dużo jest u nas tych pieniędzy do zagospodarowania?

Oceniamy, że dziesiątki milionów dolarów szukają alokacji, nie trafiając na potrzebną ofertę. Oczywiście, wolnego kapitału jest o wiele więcej, ale potrzeba czasu, aby wytworzył się nawyk, traktujący niezainwestowany kapitał jak leżący odłogiem grunt. Nam w 1,5 roku udało się zgromadzić w Polsce pół miliona dolarów, dzięki czemu podwoiliśmy zarządzany kapitał.

W co inwestujecie?

Specjalizujemy się w opcjach na indeks S&P500. Nie są to bezpieczne instrumenty same w sobie, ale ze względu na swoją wielowymiarowość dają możliwości niespotykane w innych instrumentach. W praktyce możemy stworzyć modele inwestycyjne o ograniczonym ryzyku (fully hedged). Sprzedajemy część opcji na wygasanie, w inne inwestujemy, by zwiększyć prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku, a jeszcze inne po to, by osłonić te opcje, które sprzedajemy w razie jakichś szczególnie dużych zmian na rynku. Z pozoru wygląda to prosto, ale interakcje, do jakich dochodzi między poszczególnymi pozycjami, są już trudne do zrozumienia. W to jest włożone mnóstwo ogromnej systematycznej pracy i symulacji - w której wreszcie mogłem zrealizować swoje matematyczne zdolności. U podstaw tego wszystkiego leży założenie, by iść pod prąd. Jeżeli rynek z prędkością światła leci w dół, to my szukamy pozycji, oczekując na ruch odwrotny i przeciwnie. To jest coś, co na dłuższą metę najlepiej się sprawdza. Najgorsze, co można robić, to podążanie za tłumem. Jeśli chce się utrzymać w tym biznesie, nigdy nie należy robić tego samego co cała reszta. Wszystko razem w praktyce daje nam możliwość osiągania stałego dochodu.

Na jakim poziomie?

Reklama
Reklama

Od ponad 20 do ponad 30% rocznie. Program opcyjny, który nam to umożliwia, mamy od trzech lat. Wcześniej pracowaliśmy na systemach i wtedy zyski były mniej stabilne.

Wyniki zachęcają, ale w panującej u nas atmosferze braku zaufania do rynku kapitałowego, a właściwie i całej gospodarki, nie jest chyba łatwo zdobyć klienta?

Przede wszystkim trzeba dużo cierpliwości. Mimo to jest tu o wiele łatwiej zdobyć klientów z dużym kapitałem niż w Stanach, gdzie jest bardzo ostra konkurencja. Tu rynek dopiero się tworzy, podczas gdy Dow Jones ma ponad 100 lat. A tradycja to jednocześnie układy, w które nie można wejść ot tak z ulicy, nawet wykazując dobre wyniki. Choć zaczęło nam się łatwiej działać, po tym jak do swoich notowań włączył nas International Advisory Services Group, Chicago (jako UNISystems Research - 3D Option Program na stronie www.iasg.com).

Jakie są bariery wejścia na amerykański rynek?

Aby rozmawiać z dużymi klientami instytucjonalnymi w USA, wskazane byłoby co najmniej przez 5 lat operować kilkoma milionami, i to nie jednego klienta, lecz 10-20, którzy mogą poświadczyć, że są zadowoleni z obsługi. Do funkcjonowania na wyższych poziomach konieczna jest też rejestracja w National Futures Association. A prowadzenie dokumentacji dla NFA oraz księgowości zgodnej z wymogami stowarzyszenia jest kosztowne.

To jednak bardzo korzystne rozwiązanie dla klientów. Gdy w działalności zarejestrowanej w NFA firmy pojawiają się niejasności, reakcja jest natychmiastowa. Nie uchodzą nawet najdrobniejsze przewinienia. Kary potrafią być zabójcze. Wiele firm brokerskich z powodu niewielkich błędów wyleciało z biznesu. Prestiż i bezpieczeństwo są najważniejsze.

Reklama
Reklama

Ale chyba nie tylko poczucie bezpieczeństwa sprawia, że inwestowanie w papiery wartościowe jest tak popularne wśród Amerykanów?

Jest źle, jeżeli Amerykanin wydaje to, co zarabia. Część jego pieniądza musi być odkładana. Sposób oszczędzania buduje przyszłe możliwości kredytowe. W efekcie ogromna masa pieniądza nie jest konsumowana, tylko wraca do gospodarki. Nawet ludzie z najniższych warstw społecznych starają się działać w ten sposób. Rozumieją też, że inwestowanie na giełdzie sprawia, że ich krewny, albo oni sami, dzięki temu dostaną pracę. Nie słyszałem, by ktokolwiek w Polsce właśnie w ten sposób mówił o giełdzie. A ludzie lubią być przekonani, że robią coś słusznego.

Do tego dochodzi otwartość. Jeżeli w tej chwili zadzwonię do Chicago albo na Wall Street i zażądam jakichś materiałów, to bez pytań je dostanę, i to bezpłatnie.

Bańka internetowa, przypadek Enronu, nie zachwiały zaufania do giełdy i całego rynku finansowego?

Amerykanie są przyzwyczajeni, by specjalnie nie szukać okazji. Doskonale wiedzą, ile zarabia rynek obligacji, ile rynek akcji. Nie sposób tym ludziom wmówić nagle coś o niesamowitej stopie zwrotu. Benchmark stanowią zyski z obligacji 30-letnich, a to jest kilka procent rocznie. Nigdy też nie ryzykują całości. Dywersyfikacji uczą się już w szkole podstawowej. Nawet gdy nie mówi się im jeszcze o akcjach, już wpaja się zasadę, że nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, bo gdy kosz spadnie...To jest chyba najlepiej ekonomicznie wyedukowane społeczeństwo na świecie.

Reklama
Reklama

Jak z amerykańskiej perspektywy wygląda polski rynek kapitałowy?

My reprezentujemy tradycję przedwojenną przeniesioną w nową rzeczywistość. Giełda nie jest odpowiednio spopularyzowana i jak przed laty jawi się jako miejsce zabawy elit. Na dodatek ludzie, którzy się zajmują popularyzacją giełdy, zamiast oswajać z nią społeczeństwo, zachowują się tak, jakby posiadali ogromne tajemnice. To odstrasza. O otwartości w ogóle nie ma co wspominać. Moje próby nawiązania kontaktu zakończyły się niepowodzeniem. Zdecydowanie do elit kierowane są też programy telewizyjne o giełdzie.

Wydaje się, jakbyśmy przyjęli tylko niektóre elementy amerykańskiego systemu. Jeśli nie chcielibyśmy mieć giełdy, to dobrze, ale jeśli idziemy w tym kierunku, to nie można brać pewnych rzeczy, bo nam się podobają, a innych nie. Oni to już wszystko przetestowali przez wiele lat, należałoby temu zaufać.

Jakie są jeszcze różnice?

W USA automatycznie zawiesza się obrót papierami w momencie, gdy powstają podejrzenia. A ludzie manipulujący przy rynku idą do więzienia na 5-6 lat. Nie ma żartów.

Reklama
Reklama

Znów wracamy

do bezpieczeństwa.

Żaden człowiek nie czuje się dobrze, gdy gdziekolwiek oddaje swoje pieniądze. Na to nie trzeba mieć szczególnej wiedzy psychologicznej. Ludzi trzeba wiec umieć zachęcić i zrobić wszystko, by pozbawić ich wszelkich związanych z inwestowaniem lęków. Jeżeli w pewnym momencie jest jakiekolwiek niebezpieczeństwo dla ich pieniędzy, to trzeba ich przekonać, że sytuacja jest pod kontrolą. Tych działań w Polsce jest równie mało jak edukacji. Efekt, nie ma mowy o podstawie funkcjonowania rynku - stałym masowym dopływie kapitału

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama