Jak od prowadzenia firmy budowlanej można dojść do zarządzania cudzymi pieniędzmi?
Zajmowałem się w życiu różnymi sprawami, ale cały czas miałem poczucie niespełnienia, nawet gdy zarabiałem przy tym spore pieniądze. Wciąż poszukiwałem czegoś, co dawałoby satysfakcję. A że zawsze pociągała mnie matematyka i mam w tej dziedzinie zdolności, zacząłem iść w kierunku, który pozwoliłby mi to wykorzystać. Pod koniec lat 80. wyjechałem do USA i zacząłem się kształcić w dziedzinie finansów. W ramach nauki odbywałem staże w korporacjach i przekonałem się, że ich system pracy kolektywnej zupełnie mi nie odpowiada. W takich warunkach każdego się uśrednia. Ale coś za coś. Zakładając własny biznes, trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy ważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, czy też satysfakcja okupiona stresem i ryzykiem porażki? A prawdopodobieństwo powodzenia w branży finansowej jest niewielkie. Po kilku latach naturalny filtr pozostawia na rynku zaledwie kilka procent firm inwestycyjnych, zakładanych przez indywidualnych zarządzających.
Udało się.
Na szczęście. Najpierw inwestowałem swoje pieniądze. W 1996 r. zacząłem od kilkudziesięciu tysięcy dolarów powierzonych przez rodzinę i znajomych. Po roku było to już 250 tys. USD. Teraz mamy kapitał w granicach miliona dolarów.
Po co przyjechał Pan do Polski?