Polskie górnictwo giełdowi inwestorzy postrzegają głównie przez pryzmat Kompanii Węglowej. A ta źle im się kojarzy. Kiedy kulejąca firma potrzebowała kapitału, Skarb Państwa przekazywał jej akcje spółek giełdowych. Kursy firm, których papiery trafiały w ręce KW (m.in. TP, KGHM, Kopeksu), zachowywały się niestabilnie.
Być może niedługo inwestorzy sami będą mogli ocenić, jak przebiega restrukturyzacja polskiego górnictwa. Kiedy cena węgla na światowych rynkach poszła w górę, okazało się, że na wydobyciu można zarabiać. Górnicze koncerny mają zyski i coraz śmielej wspominają o wejściu na giełdę. Najbliżej pojawienia się na GPW jest Jastrzębska Spółka Węglowa.
Wciąż się liczymy
Mimo że wydobycie węgla regularnie w Polsce maleje, wciąż jesteśmy liczącym się graczem na świecie. Według danych za 2002 rok (najświeższe dostępne ogólnoświatowe informacje zebrane przez amerykańską rządową agencję Energy Information Administration), produkowaliśmy ok. 200 mln ton węgla, co dawało nam 3,4-proc. udział w światowym wydobyciu (8 miejsce). Wyprzedzały nas tylko Chiny (1677 mln ton), USA (1206 mln ton), Indie (433 mln ton), Australia (416 mln ton), Rosja (286 mln ton), Południowa Afryka (270 mln ton) i Niemcy (255 mln ton).
Na światowych giełdach akcji notowanych jest kilkadziesiąt spółek wydobywających węgiel. Od sierpnia zeszłego roku agencja Bloomberg wylicza ogólnoświatowy indeks (Bloomberg World Coal Index), w którego skład wchodzi 17 firm. Najwięcej - dziewięć przedsiębiorstw - reprezentuje w nim Chiny, ale największy wpływ na wartość indeksu mają notowania amerykańskich firm Peabody Energy i Consol Energy. Łącznie USA mają cztery firmy, Australia trzy, a Indonezja jedną. Bloomberg wylicza też regionalne indeksy dla przedsiębiorstw węglowych, w tym również europejski. W jego skład wchodzi tylko jedna firma - brytyjski UK Coal. Na rynku jest luka, którą polskie spółki węglowe mogą zapełnić.