Wczoraj po południu złoty wspiął się w relacji do euro do najwyższego poziomu od maja 2003 r. Za wspólną walutę płacono nieco ponad 4,25 zł. Obniżyły się również notowania dolara, który kosztował trochę ponad 3,29 zł. Skala umocnienia naszej waluty wprawia w pewną konsternację część specjalistów, którzy od pewnego czasu wieszczą większą korektę, która wciąż nie nadchodzi. Wydaje się, że złotemu wszystko sprzyja - oczekiwanie na debiut PKO BP i związany z tym popyt zagranicznych inwestorów, dobre wiadomości z rynku obligacji, gdzie rentowność ostatnio szybko się obniża skłaniając do szybszych zakupów, dobre wiadomości dotyczące sfery finansów publicznych. Oliwy do ognia dolał minister finansów, który stwierdził, że złoty może nadal rosnąć w siłę.

Inwestorzy na świecie pozostawali w niepewności co do kolejnego ruchu amerykańskiego Fed. Nie wydaje się jednak, by kolejna podwyżka stóp procentowych mogła poprawić notowania dolara. W obecnej atmosferze powinno to raczej sprzyjać jego dalszej wyprzedaży. Wyższe stopy to gorsza koniunktura na rynku papierów skarbowych. Ich wyprzedaż to wycofywanie się kapitału z USA i presja na dolara. Dlatego umocnienie z tego tygodnia wobec euro trzeba traktować w kategorii ruchu powrotnego do poziomu 1,283.