Ceny ropy naftowej po środowej zwyżce wczoraj znowu spadły. Zdecydowało o tym przekonanie, że zapasy oleju opałowego w amerykańskich rafineriach są wystarczające do pokrycia zwiększonego zimowego zapotrzebowania. Rosną bowiem rezerwy ropy i zwiększa się światowa produkcja.
W tygodniu zakończonym 5 listopada zapasy surowej ropy w amerykańskich rafineriach wzrosły o 1,9 mln baryłek, do 291,5 mln. Codzienny import od sześciu tygodni przekracza 10 mln baryłek. W środę ceny wzrosły z siedmiotygodniowego minimum dlatego, że Departament Energetyki poinformował o utrzymującym się od dwóch miesięcy spadku zapasów oleju opałowego.
Wczoraj jednak wśród uczestników rynku zwyciężyło przekonanie, że jest tylko kwestią czasu odbudowanie tych zapasów. Rafinerie kończą bowiem planowane remonty i przestawianie się z produkcji benzyny na olej, a dostawy ropy są wystarczające. Jeśli nie nastąpi gwałtowne ochłodzenie, to obawy o brak oleju będą coraz mniejsze.
OPEC, który dostarcza prawie jedną trzecią ropy na światowy rynek, w październiku wydobywał codziennie 30,61 mln baryłek tego surowca, najwięcej od 1979 r. Cała światowa produkcja wzrosła w ubiegłym miesiącu o 890 tys. baryłek, do 84,6 mln.
Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w grudniu kosztowała wczoraj po południu 44,05 USD w porównaniu z 44,75 USD na środowym zamknięciu i 46,01 USD przed tygodniem.