Po nieudanych próbach zebrania odpowiednio licznej grupy poszkodowanych osób i wynajęcia kancelarii prawnej, pod koniec sierpnia Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych zwróciło się z prośbą o pomoc do KPWiG. Przewodniczący Komisji mógłby wystąpić z powództwem przeciwko BDM PKO BP. To dla inwestorów indywidualnych oznaczałoby przede wszystkim wyeliminowanie kosztów sprawy sądowej i wynagrodzenia dla kancelarii. Właśnie ten czynnik przeważył, że 65 osób zgłaszających roszczenia w wysokości 530 tys. zł nie zdecydowało się na skorzystanie z usług firmy prawniczej.
Redukcja opłat to jednak nie wszystko, co mogli zyskać inwestorzy. Istnieją jeszcze przynajmniej dwa istotne czynniki, jakimi są ranga przewodniczącego i jego wiedza na temat wydarzeń z 4 lutego.
W uzasadnieniu odmownej decyzji Komisji Zbigniew Mrowiec, zastępca przewodniczącego, pisze:
"Skorzystanie przez przewodniczącego z uprawnień prokuratorskich, które miałoby na celu przede wszystkim uniknięcie obowiązku uiszczenia tych kosztów (postępowania cywilnego - red.) przez inwestorów, faktycznie oznaczałoby omijanie procedur postępowania cywilnego, regulujących zasady i tryb, w jakich sąd może podjąć decyzję o zwolnieniu z kosztów, a w konsekwencji prowadziłoby do obchodzenia przepisów prawa regulujących opłaty sądowe i do pozaformalnego uszczuplenia dochodów budżetu państwa. KPWiG nie stwierdziła istnienia innych przesłanek uzasadniających wytoczenie powództwa przez przewodniczącego Komisji".
Rozczarowania z takiego obrotu spraw nie kryje Jarosław Augustynowicz, dyrektor do spraw informacji i analiz SII. - Uzasadnienie decyzji KPWiG jest dla nas zupełnie niezrozumiałe. Bez pomocy Komisji poszkodowani inwestorzy są na straconej pozycji. Nie dysponują bowiem ani odpowiednim zapleczem prawnym, ani środkami finansowymi, by walczyć z największym polskim bankiem. Dlatego po raz kolejny spróbujemy przekonać przewodniczącego do wystąpienia w ich obronie - twierdzi.