Reklama

Państwo Środka rośnie w siłę

Uwolnienie juana i naprawa systemu bankowego - to dwa z najważniejszych zadań, z jakimi w niedługim czasie muszą sobie poradzić Chińczycy, jeśli chcą cieszyć się szybkim i stabilnym wzrostem gospodarczym.

Publikacja: 13.11.2004 07:15

W szalonym tempie Chiny rozwijają się już od ponad dwudziestu lat, od samego początku transformacji, za której ojca uchodzi Deng Xiaoping. W tym czasie ich produkt krajowy zwiększył się siedmiokrotnie. W tej chwili są szóstą potęgą gospodarczą na świecie. Pod względem produkcji przemysłu ustępują tylko Stanom Zjednoczonym. Do końca roku prawdopodobnie wysuną się na trzecie miejsce w klasyfikacji największych eksporterów - za USA i Niemcami.

"W ciągu dekady będzie to prawdopodobnie największy na świecie importer i eksporter, a pewnego dnia Chiny mogą prześcignąć Amerykę pod względem wielkości gospodarki" - napisał niedawno "The Economist". O tym, jak bardzo wzrosło znaczenie Chin dla gospodarki świata, świadczy choćby fakt, że niedawno po raz pierwszy zostały zaproszone na obrady grupy G-7, siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw globu.

Wielkie schładzanie...

Od kilku lat Chiny rozwijają się coraz szybciej. W zeszłym roku tempo rozwoju wyniosło 9,3% i było najwyższe od 1996 roku. Wzrost napędziły głównie nowe inwestycje, które - według szacunków MFW - wzrosły o 20% i zwiększyły udział w PKB do 44%. W tym roku, zdaniem ekonomistów, tempo rozwoju gospodarczego za Wielkim Murem będzie podobne do zeszłorocznego. Dopiero przyszły rok ma przynieść spowolnienie do 7,5-8,5%.

Chiny wiosną tego roku wcisnęły gospodarce hamulec, żeby uniknąć jej przegrzania i kryzysu na miarę obserwowanego w całej Azji w 1997 r. Rząd wprowadził ograniczenia w udzielaniu kredytów niektórym, przeinwestowanym branżom. Kurek z pieniędzmi zakręcono m.in. budownictwu, przemysłowi stalowemu i motoryzacji. Wprowadzono ściślejszą kontrolę zagospodarowania przestrzeni. Ale na tym nie koniec. Zeszły miesiąc przyniósł pierwszą od dziewięciu lat podwyżkę chińskich stóp procentowych. Przy okazji zniknął górny limit oprocentowania, przez co koszty kredytu będą mogły być w większym stopniu regulowane przez rynek. Rząd zapowiedział też, że od przyszłego roku zacznie ciąć wydatki publiczne przeznaczone na inwestycje. Co prawda z budżetu centralnego na drogi, mosty i inną infrastrukturę idzie w tym roku tylko ok. 4% więcej pieniędzy niż w zeszłym, ale licząc wydatki władz lokalnych i firm kontrolowanych przez państwo, dynamika ta sięga aż 26%.

Reklama
Reklama

...bez gwarancji sukcesu

Mimo tak licznych działań władz w Pekinie zmierzających do zapewnienia "miękkiego lądowania" chińskiej gospodarce, w opublikowanym tydzień temu raporcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegł, że wciąż nie jest ono zagwarantowane. Według MFW, Państwu Środka nadal grozi powtórka scenariusza sprzed lat, gdy gospodarka rozwijała się na zasadzie "boom i krach". Fundusz uważa, że dotychczasowe zabiegi mogą nie zahamować gwałtownego wzrostu inwestycji, bo wiele zachęt do inwestowania istnieje na poziomie lokalnym. Jest to paradoksalna sytuacja - wprowadzając restrykcje rząd próbuje gasić pożar, pod który ciągle podlewa się oliwę. Zdaniem ekspertów waszyngtońskiej organizacji, istnieje też ryzyko, że władze mogą popełnić błąd, podobnie jak w połowie lat 90., i wycofać się z restrykcji zbyt wcześnie - gdy tylko pojawią się pierwsze symptomy spowolnienia.

Jednak - zdaniem MFW - żeby do minimum zmniejszyć prawdopodobieństwo ponownego kryzysu w gospodarce, Chiny powinny jak najszybciej uzdrowić system bankowy i odejść od reżimu walutowego, w którym juan jest sztywno powiązany z dolarem.

Uwolnić juana

W raporcie Fundusz kolejny już raz powtórzył, że "większa elastyczność systemu wymiany waluty leży w najlepszym interesie Chin". MFW uważa, że bardziej elastyczny kurs walutowy pozwoliłby Chinom prowadzić bardziej niezależną politykę monetarną i lepiej znosić szoki w gospodarce. Poprawiłaby się też efektywność tej polityki, jeśli chodzi o tłumienie napięć inflacyjnych. Zdaniem MFW, obecne warunki gospodarcze sprzyjają podjęciu decyzji o odejściu od obecnego reżimu walutowego "bez nadmiernych opóźnień".Chiny utrzymują kurs waluty na stałym poziomie ok. 8,28 juanów za dolara od 1995 r. Od co najmniej kilku kwartałów chiński pieniądz uważa się jednak za niedowartościowany. Zgodnie z notowaniami kontraktów terminowych, gdyby w tej chwili uwolnić juana, za rok 1 USD staniałby poniżej 8 juanów. Żeby utrzymać przyjęty kurs, bank centralny Chin musi drukować pieniądze. Na operacje na rynku walutowym w pierwszej połowie tego roku wydał 536 mld juanów, czyli 65 mld USD. Chcąc nie dopuścić do wzrostu inflacji, bank centralny sprzedaje obligacje. Jednak - jak zauważa "The Economist" - takie zabiegi sterylizacyjne nie zawsze przynoszą skutek. Oprocentowanie papierów jest mało atrakcyjne dla banków komercyjnych i często przetargi kończą się niepomyślnie. Niedawne podniesienie stóp procentowych tylko zwiększyło presję na wzrost wartości juana.

Dlaczego Chińczycy zwlekają z uwolnieniem swojej waluty? W obawie przed konsekwencjami. Obawiają się, że zyskujący wobec dolara juan źle wpłynie na stan ich gospodarki. Przede wszystkim chcą uniknąć spadku jej konkurencyjności na międzynarodowym rynku.

Reklama
Reklama

Operacja uwolnienia juana nie może nastąpić jednego dnia. Mówił o tym podczas niedawnej konferencji w Waszyngtonie Eswar Prasad, szef jednostki ds. Chin w MFW. - Uważamy, że bardziej właściwe byłoby stopniowe dochodzenie do większej elastyczności. Może ono przybrać różne formy - włączając przejście do powiązania z koszykiem kilku walut, a nie tylko z dolarem, i poszerzenie pasma wahań wokół ustalonego kursu - podkreślał ekspert MFW. Przy takim podejściu przed Chińczykami wyrasta kolejny problem. Pierwsze posunięcie zostałoby odebrane na świecie jako zapowiedź kolejnych i prawdopodobnie spowodowałoby napływ do Chin sporej ilości kapitału spekulacyjnego. Dlatego - według Prasada - władze w Pekinie być może będą musiały na pewien czas wprowadzić nawet ściślejszą od obecnej kontrolę przepływającego kapitału.

Kiedy Chiny mogą się zdecydować na jakiś krok wobec swojej waluty? Na to pytanie w tej chwili stara się odpowiedzieć spora grupa ekonomistów. Mówi się o perspektywie kilku miesięcy, pół roku. Nikt jednak nie jest w stanie wymienić konkretnej daty. Podniesienie stóp procentowych było tak niespodziewane, że nie można wykluczyć, iż podobnie będzie w przypadku decyzji dotyczących juana. Na razie wiadomo - po wypowiedziach kilku chińskich oficjeli, cytowanych na łamach państwowej prasy i po oświadczeniu opublikowanym na stronie banku centralnego - że przygotowania do zmiany reżimu walutowego są w toku.

Naprawić sektor bankowy

Na poprawienie kondycji sektora bankowego Chiny nie mają zbyt wiele czasu. Z końcem 2006 r., zgodnie z harmonogramem uzgodnionym przy wstępowaniu do Światowej Organizacji Handlu (WTO), chiński sektor bankowy zostanie otwarty i lokalne podmioty będą musiały stawić czoło konkurencji z zagranicy.

Główny problem chińskich banków to ich słaba kondycja finansowa. Banki borykają się z wysokim poziomem tzw. złych długów (pożyczek nie do odzyskania), który według oficjalnych danych wynosi około 20%, ale według międzynarodowych instytucji jest nawet dwukrotnie wyższy. Skąd się wzięły złe długi? Ekonomiści tłumaczą, że banki - pozostające pod kontrolą państwa - często udzielały firmom kredytów nie w oparciu o kalkulację rynkową, lecz z przykazu politycznego. W zeszłym roku udział złych długów w całości udzielonych przez chińskie banki kredytów spadł o 4 pkt proc., zmniejszył się on też w relacji do PKB. Szybki wzrost akcji kredytowej w pierwszej połowie tego roku budzi jednak uzasadnione obawy o możliwość ponownego odwrócenia tej tendencji.

W zeszłym roku w restrukturyzację dwóch spośród czterech największych banków państwowych (Banku Chin i Chińskiego Banku Budownictwa) władze wpompowały 45 mld USD. W planach jest dokapitalizowanie także kolejnego - Chińskiego Banku Handlowego. Autorzy zeszłotygodniowego raportu MFW chwalą te działania, ale przypominają o mniejszych podmiotach, które również borykają się z kłopotami. Sugerują, żeby w reformowaniu całego sektora wykorzystać niedawno utworzoną spółkę holdingową Central Huijin Investment Company - objęła ona udziały w dwóch bankach, zreformowanych jako pierwsze.

Reklama
Reklama

Restrukturyzacja największych banków stanowi zasadniczy krok ku ich prywatyzacji. Jako pierwszy na giełdach w Hongkongu i Nowym Jorku najprawdopodobniej pojawi się Bank Budownictwa. Na początku listopada "Financial Times" napisał, że firma audytorska KPMG zakończyła badanie jego ksiąg, co powinno pozwolić na rychłe przygotowanie prospektu emisyjnego i emisję akcji w przyszłym roku. Wartość oferty przewiduje się na 5 do 10 mld USD. W dalszej kolejności w prywatne ręce ma trafić Bank Chin.

Co z giełdą?

Na marginesie problemów sektora bankowego wyłania się jeszcze jedna kwestia. Obecnie banki stanowią praktycznie jedyne źródło pozyskiwania kapitału przez chińskie przedsiębiorstwa. W zasadzie nie istnieje rynek obligacji korporacyjnych, a jeśli chodzi o giełdy akcji, funkcjonują dwie: w Shenzen i w Szanghaju. Obie zostały otwarte pod koniec 1990 r. i przez ten czas nie zdobyły znaczącej pozycji w gospodarce. Biorąc pod uwagę akcje spółek faktycznie znajdujące się w obrocie (czyli pomijając tzw. "akcje państwowe" i "akcje osób prawnych", które stanowią dwie trzecie wszystkich i którymi można handlować tylko pod pewnymi warunkami), Chiny plasują się dopiero ok. 20. miejsca na świecie pod względem kapitalizacji giełd - za Argentyną czy Tajwanem. Duże chińskie firmy, najczęściej prywatyzowane, szukają kapitału na giełdzie w Hongkongu bądź też parkietach na innych kontynentach - np. w Nowym Jorku.

Groźne bezrobocie

Na walucie i sektorze finansowym nie kończą się jednak chińskie problemy gospodarcze. Jeden z nich dotyczy rynku pracy. Kraj już boryka się z wysokim bezrobociem, a ewentualne spowolnienie rozwoju mogłoby tylko pogorszyć sytuację. Oblicza się, że w rolnictwie jest w tej chwili 150 mln niepotrzebnych rąk do pracy. Ci ludzie wyemigrują prawdopodobnie do miast i tam będą szukać zatrudnienia. Dodatkowo w najbliższych pięciu-sześciu latach rynek pracy zasilać będą roczniki z wyżu demograficznego lat 80. - co roku ponad 10 mln osób. Napływ nowej siły roboczej ma zostać zatrzymany dopiero w okolicach 2010 r. Do tego czasu tylko szybki wzrost gospodarczy będzie gwarantował utrzymanie stopy bezrobocia na rozsądnym poziomie.

Reklama
Reklama

Szanse Polski

Na początku transformacji gospodarczo-politycznej w Polsce obroty handlowe z Chinami były nieznaczne, jednak od połowy lat 90. zaczęły systematycznie rosnąć. W 2003 r. osiągnęły rekordowy poziom 3 138 mln USD. - W najbliższych latach raczej trudno będzie utrzymywać takie tempo wzrostu - twierdzi Zhaonan Wei z Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Po wejściu Polski do Unii pojawiło się więcej przepisów ograniczających import z Chin (cła, kontyngenty) niż mu sprzyjających. Polskie przedsiębiorstwa nie powiększają też wyraźnie eksportu do Chin.

Coraz więcej polskich prywatnych przedsiębiorstw zaczyna się co prawda interesować rynkiem chińskim, jednak niewiele z nich osiągnęło na tym polu duże sukcesy. Przyczyny takiej sytuacji są złożone. Za najważniejsze można uznać te, że Polska ma mało ciekawych i charakterystycznych produktów, które mogłaby zaoferować w Chinach, oprócz niektórych surowców. Polskie przedsiębiorstwa są zbyt słabe, by rywalizować z największymi koncernami z całego świata o chiński rynek. Sytuację utrudnia fakt, że rynek chiński jest bardzo specyficzny (obyczaje kulturowe i tradycyjne, inna mentalność). W ambasadzie ChRL działa specjalna izba gospodarcza, zajmująca się kontaktem między polskimi a chińskimi przedsiębiorstwami, udziela również bezpłatnych informacji i porad. Polskie firmy mogą bezpośrednio kontaktować się z ambasadą.

Jakość coraz wyższa

Chiny produkują już teraz, wbrew pokutującym dotąd opiniom, towary o znacznie wyższej jakości niż artykuły wytwarzane przez konkurentów z regionu Europy Wschodniej - wynika z raportu niemieckiej firmy konsultingowej Roland Berger.

Reklama
Reklama

Sondaż zorganizowany wśród 70 niemieckich producentów dał wynik bardzo zaskakujący. Tylko 17% spółek mających swoje fabryki w Niemczech uznało, że wyroby pochodzące z Chin są wyraźnie gorsze od dóbr wytwarzanych na miejscu. Kiedy przyszło do podobnego porównania między produktami z Niemiec i z krajów Europy Wschodniej, to przedstawiciele naszego regionu wypadli znacznie gorzej, bo aż 40% niemieckich biznesmenów dostrzegało wadliwość tych towarów.

Światowi piwosze

Największym producentem piwa na świecie są Chiny, które już od trzech lat produkują więcej złocistego napoju niż Niemcy, USA czy Australia. Jak podała chińska agencja prasowa Xinhua, w browarach w Chinach w tym roku uwarzone zostanie 27 miliardów litrów piwa. W 2004 r. produkcja piwa będzie większa niż w zeszłym roku o dwa miliardy litrów. Chińczycy wypili w zeszłym roku 25 mld litrów piwa, po raz pierwszy pokonując na tym polu Stany Zjednoczone, które do tej pory dzierżyły palmę pierwszeństwa. W Chinach, liczących 1,3 miliarda mieszkańców, pija się przede wszystkim dobrej jakości piwo rodzimej produkcji, opartej na starych wzorach niemieckich browarników. Na chińskim rynku od lat obecne są także główne światowe marki piwa.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama