Silna zwyżka PKO BP na początku wczorajszej sesji pociągnęła do góry cały rynek, ustawiając sesję. W tym również na rynku terminowym. Tyle tylko, że im bliżej było do godziny 16.00, tym akcje tego banku coraz bardziej redukowały wzrost. To nie mogło pozostać bez wpływu na rynek. I nie pozostało. Pod koniec sesji doszło do małej paniki. Efektem tych "ekscesów" jest spadająca gwiazda na wykresie dziennym kontraktów. Jako że powstała ona na poziomie silnego oporu tworzonego przez szczyt z 13 kwietnia br. przy 1884 pkt oraz objęcia bessy z 7 października (1871 pkt) i 3 listopada (1866 pkt), świeca ta nie wróży bykom nic dobrego.
Zwłaszcza niepokojąco wygląda wykres tygodniowy. Nieudany atak na opór, jaki na 1858 pkt tworzy kwietniowy szczyt, w połączeniu z podażowym wyglądem świeczki powoduje, że ciągle istnieje zagrożenie utworzenia średnioterminowego podwójnego szczytu z linią szyi na 1630 pkt. Żeby tak się stało, konieczne jest zdecydowane przejęcie inicjatywy przez podaż. Tym bardziej że aktualnie większość głównych wskaźników preferuje jednak długie pozycje.
Spekulując na temat tego, co mogłoby w najbliższym czasie załamać polski rynek, tworząc tym szansę na utworzenie sugerowanej formacji odwrócenia trendu, można dojść do wniosku, że jest to tylko zdecydowane pogorszenie sytuacji na światowych parkietach. Zwłaszcza na Wall Street. Czy jest to realne? Owszem. Najwyższy czas bowiem na koniec wyborczej hossy w USA.
Niezależnie jednak od sytuacji w USA, przyszły tydzień powinien rozpocząć się od spadku kontraktów. Najbliższe wsparcia to 1836 pkt oraz 1816 pkt. Tworzy je wtorkowa długa biała świeca. Po ich teście można będzie ocenić, czy wczorajsza końcówka to tylko wypadek przy pracy, czy też może początek trwalszego pogorszenia koniunktury.