Ale popyt na nie może się skończyć.
Jeśli wystąpiłaby taka sytuacja, przestałbym sprzedawać akcje.
Co Prokom zrobi z pieniędzmi, które wrócą do spółki, gdy PI wykupi obligacje?
Nie mamy żadnych kapitałowych potrzeb. Nie szykujemy w najbliższym czasie żadnej poważnej akwizycji. Środki trafią na lokaty. Dlatego nie rozumiem tego ciśnienia wokół sprawy naszych inwestycji w papiery PI.
Co Pan rozumie przez stwierdzenie o zaniechaniu akwizycji w najbliższym czasie?
Zawsze mieliśmy w portfelu jakąś spółkę, z którą rozmawialiśmy. W tej chwili portfel jest pusty. No, może poza jednym wyjątkiem. To niewielka niszowa firma z interesującym produktem. Ale ewentualny wydatek, który być może poniesiemy jeszcze w tym roku, nie będzie duży. Nie przewidujemy natomiast żadnej akwizycji w roku 2005.
Czy podobnie myślą spółki zależne?
To zupełnie inna historia. Na pewno Softbank myśli o 2-3 akwizycjach. Podobne plany przed Spinem, gdy tylko dokończy fuzję z Telmaksem.
A plany ekspansji zagranicznej?
Chcemy mocno postawić na rozwijanie usług poza Polską.
Jakich obszarów dotyczą te plany?
Na pewno z zakresu telekomunikacji i mocno wyspecjalizowanych narzędzi, których znajomość i wiedza nie są na tyle powszechne w Europie Zachodniej, a które posiadają nasi specjaliści.
Cały czas mówimy tylko o zaangażowaniu operacyjnym a nie kapitałowym?
Oczywiście. Nazwijmy rzeczy po imieniu. W Europie Zachodniej będziemy tylko podwykonawcami.
Zatem plany zagranicznych akwizycji dotyczą tylko państw Europy Środkowowschodniej?
Tak, bo to jest łatwiejsze. Każda akwizycja niesie ze sobą olbNie można podejmować pochopnych decyzji. Rynki naszych sąsiadów są nam bliższe i lepiej rozpoznane. Dlatego na nich skoncentrujemy naszą uwagę.
Czy w przyszłym roku wpływy eksportowe będą już widoczne w wynikach grupy?
To nie będzie duży przychód. Wejście na rynki zachodnie to proces rozłożony co najmniej na 2-3 lata. Bardziej chodzi o nawiązanie kontaktów, rozpoznanie tamtych rynków. Sprzedaż może być dużo większa, jeśli uda nam się zdobyć któryś z dużych kontraktów za południową granicą, o których już wspominałem.
Jeśli Prokom nie ma pomysłu, co zrobić z pieniędzmi, może warto rozważyć pomysł wypłaty dywidendy?
A czy widział Pan dużą spółkę informatyczną, która wypłaca dywidendę? Jest to bardzo rzadki przypadek. Spółki z naszej branży wydają olbrzymie kwoty na badania i rozwój. Prokom nie jest w tym względzie wyjątkiem.
W tym roku nie podzielimy się zyskiem, bo nie będzie co dzielić. Jeśli jednak zyski w kolejnych latach będą wyższe i zgodne z naszymi oczekiwaniami, to być może wypłacimy niewielką dywidendę.
Co Pan rozumie przez pojęcie "nie będzie co dzielić"?
Zysk będzie mniejszy od tego, do poziomu którego Prokom przyzwyczaił już akcjonariuszy.
Czy nie można wyniku "podciągnąć" operacjami finansowymi czy kapitałowymi?
Nie planujemy dokonywania żadnych zabiegów tego typu. W rachubę wchodzi czysty zysk operacyjny.
Aktywność na rynku zamówień publicznych w powszechnym odczuciu jest odbierana jako działalność na styku biznesu i polityki. Czy nie obawia się Pan, że zamieszanie wokół interesów Jana Kulczyka może negatywnie wpłynąć na postrzeganie firm z grupy Prokomu?
Nie sądzę, by istniało takie zagrożenie. Po pierwsze, oferujemy najcenniejszą polską myśl techniczną w wydaniu najlepszych specjalistów. Po drugie, gramy zawsze fair, w pełni respektując zasady prawa i warunki przetargów. Po trzecie, realizujemy kontrakty w sposób przejrzysty, zarówno w interesie naszych kilkudziesięciu tysięcy akcjonariuszy, jak i z wymierną korzyścią dla państwa oraz podatników. Jeśli ktoś stawia nam zarzut, że jesteśmy skuteczniejsi, lepsi od konkurencji, również tej najbardziej renomowanej zagranicznej, to z ogromną satysfakcją ów "zarzut" przyjmuję. Zauważmy przy tym, że w całym cywilizowanym świecie, od Europy Zachodniej po Amerykę prosperują firmy, które realizują zamówienia dla administracji publicznej. Jest to dla nich powód do dumy, a nie jakichkolwiek obaw.
Dziękujemy za rozmowę