Piątkowa sesja może okazać się w dłuższym terminie kluczowa dla całego rynku. Jej "weekendowe" umiejscowienie nie zapowiadało takich emocji, a na pewno nie poziomu obrotów. Ponad 930 mln zł to wynik nie notowany od szczytowego okresu hossy internetowej (luty - marzec 2000). Dynamiczny odwrót popytu w drugiej części sesji pozostawił negatywne sygnały techniczne. Trzecia próba pokonania oporów skończyła się niepowodzeniem, a niedźwiedzie otrzymały dodatkowy argument w postaci bardzo wysokich obrotów. Wydarzenia mają tym większe znacznie, że rozgrywają się na poziomie lokalnych szczytów z kwietnia, października i listopada 2004.

Wczorajsza sesja była w dużym stopniu efektem piątkowego załamania cen. Niezłe otwarcie - dzięki dobrej sesji w USA i bardzo dobrym wynikom PKN - zostało szybko zgaszone i podaż przystąpiła do ataku. Spółki, które w piątek były najsilniejsze i uratowały rynek przed katastrofą (PKN, TPSA i BZ WBK) wczoraj zachowywały się dużo słabiej. Obroty znów były bardzo wysokie, a ich spadek w stosunku do sesji piątkowej można traktować jako potwierdzenie punktu zwrotnego. Bykom nie pomagał mocno spadający BUX i stabilizacja na akcjach PKO BP, gdzie podaż momentami przejmowała kontrolę.

Na pocieszenie bykom pozostaje argument, że mająca miejsce dystrybucja ma jak na razie charakter książkowy i chyba zbyt przewidywalny. Po zaskakującym (jeśli chodzi o czas) zwrocie wczoraj mieliśmy kontynuację wyprzedaży, również przy dużej aktywności inwestorów. Raport kwartalny Orlenu zadziałał jak sygnał sprzedaży, mimo że rezultaty były lepsze od oczekiwań. Notowania spółki przebiegają zgodnie z zasadą - kupuj plotki, sprzedawaj fakty.

Tylko czy po takich dwóch sesjach byki będą miały na tyle siły, by złamać teoretyczne schematy rynkowe? Jak na razie więcej argumentów przemawia za tym, że spektakularny debiut PKO BP zakończył wzrosty na GPW, a nie że rozpoczął kolejną falę hossy. Strumień kapitału płynie tylko w kierunku PKO BP, a argumenty cykliczno - sezonowe są w obecnej sytuacji rynkowej zbyt słabe.