Sesja miała dwa oblicza i nie trudno ocenić, czyja była to zasługa. Jeśli ktoś uważnie obserwował węgierski BUX, to zauważył, że osuwanie w pierwszej fazie sesji przyspieszył właśnie indeks w Budapeszcie. Z kolei sesyjny dołek wypadł na obu rynkach niemal dokładnie w tym samym momencie, tuż po południu. Druga część sesji to odrabianie strat. Nie trzeba mam nadzieję dodawać, że tak samo zachowywał się rynek węgierski. Tak więc dalej rządzi zagranica, co potwierdza także rozkład obrotów. Aktywność skoncentrowała się praktycznie tylko na kilku ulubionych przez zagraniczne fundusze spółkach i to one ustalały nastroje na całym parkiecie. Reszta była tłem.

To niestety akurat wczoraj nie jest dobra wiadomość dla byków, bo wszystkie te największe i najaktywniejsze spółki były na minusach. Jeśli na którejś spółce obrót był niewielki, to chroniło ją to po prostu przed spadkiem. Trudno więc takie zachowanie rynku oceniać pozytywnie. Tym bardziej po poprzednich dwóch fatalnych sesjach. Przed prognozą dalszego spadku powstrzymuje jednak linia trendu, zarówno na kontraktach, jak i na indeksie. Bardzo ładnie została wczoraj obroniona i widać, że największe fundusze też pilnie patrzą na kreski i wiedzą w którym momencie najłatwiej spłoszyć wygłodniałe niedźwiedzie.

Patrząc teraz na wykres należy stwierdzić, że spadek do nowych minimów minima techników do wyprzedaży i trzeba wtedy pilnie obserwować obroty. Jeśli będą znacząco niższe niż na ostatnich sesjach, to da to czytelny sygnał, że mamy teraz tylko korektę i zbieranie sił do ataku na kwietniowe szczyty Jeśli natomiast aktywność wyraźnie wzrośnie w czasie wybicia poniżej linii trendu, to rynek zacznie bać się podwójnych szczytów i zakończenia trendu wzrostowego.