Życie spółki publicznej jest łatwiejsze (czytaj wyżej) - fakt. To wynika z przywilejów i korzyści, jakie firma odnosi z obecności na giełdowym parkiecie. Stała obecność w mediach (a więc i darmowa promocja - zwłaszcza kiedy przedsiębiorstwo nie ma niczego do ukrycia, za to sporo powodów, by się chwalić dokonaniami), zdecydowanie łatwiejszy dostęp do kapitału i do inwestorów, także tych, z którymi może robić wspólne interesy, większa wiarygodność i przejrzystość, presja na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań we wszystkich obszarach działalności, presja na wyniki itd., itp. To nie są tylko - a na pewno nie muszą być - puste frazesy. Tylko od spółki (jej menedżerów i właścicieli) zależy, czy wykorzysta szanse, jakie daje jej rynek publiczny i giełda. A są to szanse spore. Mogą coś o tym powiedzieć przedsiębiorstwa, które za pieniądze zdobyte na parkiecie zbudowały bądź budują nie pojedyncze sklepy czy hale produkcyjne, ale całe sieci sprzedaży i nowe fabryki, które kupiły inne firmy, zwielokrotniły produkcję, a nawet stały się międzynarodowymi graczami. Oczywiście, jak w każdym sektorze gospodarki, także na giełdzie byli (a być może i są) emitenci, którzy upatrywali w niej szansy do zwiększenia skali swych szemranych przedsięwzięć. Z pewnością jednak na rynku publicznym o wiele trudniej ukryć intencje i rzeczywisty obraz sytuacji. A ci, którzy nie spełniają wymagań i oczekiwań, po prostu prędzej czy później odpadają.

Spółki giełdowe to elita. Nie w tym sensie, że to zamknięta grupa podmiotów, do której nie można się dostać albo że taki dostęp jest wyjątkowo trudny. Nie. Przy odrobinie wysiłku w elitarnym gronie znaleźć się może każde chętne przedsiębiorstwo. Rzecz tylko w tym, czy rozsądnie prowadzi biznes i czy wspomniany wysiłek zechce podjąć. To raczej elita w tym sensie, że rynek z założenia stawia tym spółkom wyższe wymagania, jeśli chodzi o standardy dotyczące kultury korporacyjnej oraz działalności biznesowej. I rynek natychmiast ocenia jakość jej działań. Codziennie wystawia cenzurkę, gdzie zamiast oceny widnieje wykres kursu akcji. Trzeba mieć trochę odwagi i wyobraźni, by tej codziennej ocenie się poddawać i widzieć w tym korzyść dla siebie (przedsiębiorstwa), właścicieli, a nawet pracowników. Ale czy bez odwagi i wyobraźni można robić dobre interesy?

Spółki wybierające się na giełdę powinny pamiętać: noblesse oblige. Dobra komunikacja z rynkiem, zwłaszcza z inwestorami, wyjątkowa staranność w działalności biznesowej, w wypełnianiu obowiązków informacyjnych, prognozowaniu wyników i zwykła uczciwość wobec akcjonariuszy to coś, co powinno być na giełdzie normą. Trzeba trochę wysiłku nie tylko wówczas, kiedy się na parkiet wchodzi, ale także wtedy, kiedy się już na nim jest.

Dobrze by było, aby emitenci mieli poczucie wyjątkowości i elitarności giełdowego grona. By o tę wyjątkowość i elitarność dbali. Dla prestiżu, dla satysfakcji własnej i właścicieli. Ale jest jeszcze jedna rzecz. To się po prostu opłaca. Wszystkim. Firmom, bo mogą sobie w ten sposób zapewnić bardzo dynamiczny rozwój. Menedżerom - bo bez trudu znajdą zawsze zajęcie i będą doskonale wynagradzani. Właścicielom - bo będą bogatsi. Cenzurka wypadnie wówczas dobrze: kurs będzie rósł, napełniając wszystkim portfele. A o to przecież na giełdzie chodzi.