Rządowa propozycja zakładała, że wysokość składki na ZUS, płaconej przez osoby prowadzące działalność, zależałaby od ich dochodów. Zmiany miały dać do budżetu dodatkowe 1,2 mld zł.
Zbyt późny kompromis
Przeciwnikami rządowych propozycji były środowiska przedsiębiorców oraz posłowie opozycji. Argumentowali, że ustawa uderzy głównie w drobnych przedsiębiorców, których nie stać na płacenie na ZUS większych kwot niż obecnie. Skutkiem wprowadzenia zmian miała być, ich zdaniem, fala upadłości oraz masowa ucieczka w szarą strefę.
Przedstawiciele rządu przekonywali, że podwyżki nie będą dotyczyć drobnych przedsiębiorców - tych, którzy osiągają dochody do 26,62 tys. zł w roku. Ponadto, jeśli się dziś nie wprowadzi zmian, to do emerytur przedsiębiorców trzeba będzie w przyszłości dopłacać z państwowych pieniędzy. Płacone przez nich dziś składki nie zapewnią bowiem nawet minimalnych świadczeń.
Przed piątkowym głosowaniem wicepremier Jerzy Hausner rozmawiał w ławach poselskich z liderami SLD Krzysztofem Janikiem i SdPl Markiem Borowskim. W chwilę potem zapowiedział z trybuny sejmowej, że rząd zgadza się na kompromis w postaci złagodzenia obciążeń. Ta deklaracja na niewiele się jednak zdała, bo ustawa przepadła już w pierwszym głosowaniu.