Cena wywoławcza za Jugańsknieftiegaz to zaledwie połowa kwoty, na jaką wyceniono tę firmę w jednej z ekspertyz zamówionych przez rząd. Pokryje ona jedynie część zadłużenia Jukosu, co oznacza, że inne jego aktywa też będą sprzedawane. Łączne długi koncernu naftowego z tytułu zaległych podatków oszacowano na ponad 14 mld USD.
Kurs akcji Jukosu spadł już o 83% od 25 października ub.r., czyli od dnia, w którym aresztowano ówczesnego prezesa spółki Michaiła Chodorkowskiego. Zdaniem wielu obserwatorów, wtedy właśnie rozpoczęła się na dobre walka Kremla o przejęcie kontroli nad sektorem energetycznym. A to było jedną z przyczyn tegorocznych wzrostów cen ropy naftowej. Na giełdzie Jukos wart jest teraz ok. 6,9 mld USD.
Władze federalne wyznaczyły przetarg na 19 grudnia. Na sprzedaż przeznaczono 76,8% Jugańsknieftiegazu, który produkuje ok. 60% wydobycia Jukosu, a więc ok. miliona baryłek ropy dziennie. Prezes spółki Steven Theede określił zapowiedzianą sprzedaż jako "kradzież przeprowadzoną przez rząd", która dowodzi, że "ma on w pogardzie zasady prawa". Przewiduje się, że 20 grudnia akcjonariusze Jukosu będą głosowali w sprawie ogłoszenia bankructwa spółki.
Oferty kupna mogą składać zagraniczne firmy, ale najprawdopodobniej Jugańsk trafi w ręce któregoś z rosyjskich potentatów branży paliwowej. Najczęściej jako kupca wymienia się kontrolowanego przez rząd producenta gazu Gazprom. Rosja zwiększy swój udział kontrolny w tej spółce po sfinalizowaniu jej połączenia z państwową firmą naftową Rosnieft. - Wszystko rozegra się za zamkniętymi drzwiami. Oferenci będą musieli rozmawiać z Kremlem na temat przetargu - uważa Chuck Tennes, zarządzający 170 mln USD w moskiewskiej firmie Alfa Capital.
W październiku ub.r. Władimir Putin ujawnił, że Jukos prowadził rozmowy z Exxon Mobil na temat sprzedaży tej amerykańskiej spółce części swoich udziałów. Prezydent powiedział wtedy, że wszelkie tego typu negocjacje powinny uwzględniać rząd.