Wraz z obawami o stan amerykańskich zapasów oleju opałowego na rynek naftowy powróciła zwyżka notowań. Przeważał pogląd, że nie uda się ich odbudować przed szczytem sezonu zimowego, mimo rosnących od dwóch miesięcy rezerw ropy oraz zwiększonego wykorzystania mocy produkcyjnych w tamtejszych rafineriach.

Wczoraj do osłabienia tych obaw przyczyniły się dane opublikowane przez Departament Energetyki USA. Wykazały one dalszy wzrost w ubiegłym tygodniu zapasów ropy naftowej i - co ważniejsze - zwiększenie rezerw oleju opałowego. Te ostatnie wzrosły o 1 mln baryłek zamiast spodziewanych 50 tys.

Wiadomość ta pobudziła lekki spadek notowań i w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w styczniu płacono wczoraj po południu 44,25 USD w porównaniu z 44,45 USD w końcu sesji wtorkowej i 42,76 USD w poprzednią środę. W Nowym Jorku, po przekroczeniu we wtorek 50 USD, cena ropy spadła wczoraj do około 48,50 USD.

Zwyżkę notowań hamowały też w ostatnich dniach prognozy dotyczące koniunktury w gospodarce światowej oraz popytu na paliwa płynne. W miesięcznym raporcie OPEC stwierdzono, że wzrost zapotrzebowania na ropę do końca 2004 r., a także w roku przyszłym, będzie mniejszy o 120 tys. baryłek dziennie niż przewidywano przed miesiącem. Tymczasem w prognozie MFW na 2005 r. obniżono spodziewane tempo wzrostu gospodarczego z 4,3% do 4%, co przyczyni się do ograniczenia popytu na paliwa.