Kolejki oczekujacych na poranne otwarcie sklepów i wielkie wyprzedaże, przepychanki i walka o najbardziej poszukiwane towary - to tradycyjne już sceny, co roku pokazywane przez telewizję. Wiele domów towarowych, restauracji, kin i innych przedsiębiorstw usługowych dopiero po tzw. czarnym piątku dokładniej szacuje, jak będą wyglądać całoroczne wyniki.

Tegoroczne prognozy mówią o umiarkowanym wzroście sprzedaży w okresie świątecznych zakupów. Po ubiegłym roku, który był najlepszy od 5 lat, w tym sezonie wzrost sprzedaży powinien wynieść około 4%. Handlowcy mają sporo powodów do optymizmu. Mimo wysokich cen paliw i energii, wskaźniki zaufania konsumentów utrzymują się na przyzwoitym poziomie. Z danych dotyczących handlu za październik i połowę listopada wynika, że wielu konsumentów zaczęło szukać prezentów jeszcze przed tradycyjnym okresem świątecznym. Bardzo dobre wyniki notują także sprzedawcy internetowi. W tym roku obroty wirtualnych sklepów mogą przekroczyć próg 10% całych obrotów handlu detalicznego.

Zakupom sprzyjają relatywnie niskie stopy procentowe, co sprawia, że kredyt konsumpcyjny jest wciąż relatywnie tani. Amerykanie pożyczają na potęgę. We wrześniu (ostatnie dostępne dane) rynek kredytów konsumpcyjnych wzrósł o 5,8%, dochodząc do 2,05 bln USD. Najszybciej, bo o 10%, wzrastało zadłużenie na kartach kredytowych. Wielu Amerykanów dysponuje także dodatkowymi pieniędzmi w budżetach domowych po przefinansowaniu pożyczek hipotecznych. Wciąż utrzymuje się niskie oprocentowanie kredytów na zakup domu, co sprawia, że konsumenci zmieniają stare pożyczki na nowe, niżej oprocentowane.

Wielu ekonomistów ostrzega jednak, że fala konsumpcji może wkrótce się skończyć. Stopy procentowe będą bowiem rosnąć (analitycy spodziewają się kolejnej podwyżki oprocentowania już podczas najbliższego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej USA w połowie grudnia), a wraz z nimi koszty obsługi już zaciągniętych pożyczek na kartach kredytowych.

(Nowy Jork)