Uwaga inwestorów z rynku walutowego koncentrowała się w czwartek głównie na tracącym piąty dzień z rzędu dolarze. Euro kosztowało już 1,3246 USD. Deprecjacja trwa bez przerwy siódmy kolejny tydzień. Co do tego, że dolar nadal spada, analitycy są w zdecydowanej większości zgodni. Pojawia się natomiast pytanie, czy ruch w dół będzie się odbywał w dotąd obserwowany sposób, czyli stopniowo (na świecie często używa się angielskiego przymiotnika "orderly" - w sposób uporządkowany), czy też w pewnym momencie dojdzie do paniki, która przybliżałaby podjęcie konkretnych działań w obronie dolara. Wśród nich mowa o kolejnej podwyżce stóp procentowych w USA, obniżce ceny pieniądza w strefie euro czy nawet obu krokach jednocześnie.

Najbliższym wsparciem dla waluty Stanów Zjednoczonych jest poziom 1,35 USD za euro, gdzie można odnaleźć szczyty z 1995 r. (na wykresie powstałym po przeliczeniu na wspólny pieniądz obowiązujących wtedy w Europie walut).

Osłabienie dolara przełożyło się na rynek złotego - zyskał on do tej waluty niecały 1 grosz, natomiast w odniesieniu do euro stracił 0,7 gr. Dolar kosztował po południu 3,178 zł, a euro 4,209 zł.