Eksperci przewidują, że polski rynek wierzytelności może się w najbliższych latach rozwijać w tempie 15-20% rocznie. Na ile ten rozwój będzie szedł w parze z rozwojem branży wywiadowni gospodarczych?
Polski rynek będzie się rozwijać w tym samym kierunku, w którym rozwijał się analogiczny rynek na Zachodzie. A to oznacza, że coraz więcej podmiotów gospodarczych będzie się starać ograniczać ryzyko związane z nietrafionymi transakcjami. Myślę, że 20-30% spraw, które trafiają dziś do firm windykacyjnych, w ogóle by się nie pojawiło, gdyby wierzyciele skorzystali wcześniej z usług wywiadowni. Przedsiębiorcy coraz lepiej zdają sobie z tego sprawę i coraz częściej przychodzą do firm takich jak nasza.
Ile polskich firm korzysta dziś z usług wywiadowni i jak, Pana zdaniem, będzie się to zmieniać w najbliższej przyszłości?
Klientami wywiadowni jest dziś zaledwie kilka procent polskich firm, zdecydowanie mniej niż 10%. To na ogół większe przedsiębiorstwa, o przychodach rzędu kilkuset mln zł rocznie i to zazwyczaj dynamicznie rozwijające się. To one najczęściej sprawdzają swych przyszłych kontrahentów. Znacznie rzadziej korzystają z usług wywiadowni firmy o mniejszych przychodach. Tymczasem nietrafione kontrakty stanowią dla nich znacznie większe ryzyko, niż dla większych graczy.
Dziś jednym z powodów małego zainteresowania raportami wywiadowni jest świadomość przedsiębiorców, że są one tworzone na podstawie ankiet wysyłanych do sprawdzanych podmiotów. Informacje zdobyte w ten sposób są często nieprawdziwe i coraz więcej wywiadowni - w tym nasza - zdobywając informacje nie opiera się na danych z ankiet. To gwarantuje rzetelność informacji zawartych w raporcie.