Piątkowa sesja z założenia miała być spokojna. Brak notowań w USA w czwartek oraz skrócone w piątek wpływają na cały świat usypiająco. Już w czwartek było nudno. W piątek miało być podobnie. I było.

Sesja przebiegła pod znakiem kolejnej próby pokonania linii trendu wzrostowego przez wykres indeksu. Przypomnijmy, że w czwartek notowania zakończyły się niemal dokładnie na linii. Wyjście nad jej poziom można byłoby uznać za zanegowanie sygnału sprzedaży.

Po słabym początku ciekawiej zrobiło się dopiero ok. 13:00. Wtedy jednym skokiem ceny wzrosły, wychodząc nad poziom czwartkowego zamknięcia. Indeks naruszył linię trendu. Nie było jednak widać radości popytu. Teoretycznie powinien on się pojawić, bo negacja sygnału sprzedaży to optymistyczna wiadomość. Rynek kasowy, ale i kontraktów, nie tryskał jednak radością. Zwłaszcza dotyczy to rynku terminowego, który przez całą sesję utrzymywał ujemną bazę, okazując brak wiary we wzrost.

Trudno się dziwić, gdy spojrzy się na źródło wzrostu wartości indeksu. Największe spółki zakończyły wczorajsze notowania na lekkich minusach lub na zero. Wyjątkiem była TPS, która wczoraj zyskała 0,5%. Największymi wygranymi byli akcjonariusze: BCA, BDX, BPH, CPL i ORB. Jasno więc widać, że to średnie spółki były pompowane. Taki pusty wzrost nie może być powodem zmiany nastrojów. Te pozostały kiepskie. Ba, skoro popyt w taki sposób stara się przyciągnąć graczy, to rzeczywiście nie jest z nim dobrze. Akcja nie odniosła skutku. Na wykresie kontraktów nawet nie zbliżyliśmy się do linii trendu. Atakowany był poziom luki bessy, ale i tu sygnał się nie pojawił. Nie pozostaje nic innego, jak zacząć nadchodzący tydzień od oczekiwania spadku cen. Popyt się nie popisał.