W czwartek rynek walutowy otworzył się przy odchyleniu kursu złotego od parytetu na poziomie 13,80% i przy kursie 3,1125 do USD oraz 4,1620 do EUR. Tak rekordowo mocny złoty robił wrażenie na wszystkich - negatywne na eksporterach i pozytywne na posiadaczach kredytów walutowych. Mało kto spodziewał się, że nasza waluta pierwszy raz od kilkunastu dni na koniec sesji będzie słabsza niż na otwarciu.

Pierwszy werbalnie interweniował wiceprezes NBP K. Rybiński, który stwierdził, że obecna niestabilność kursu złotego jest niepokojąca w perspektywie wejścia do ERM-2. Dodał również, że NBP przewiduje pewne osłabienie złotego w dłuższym termine. Następnie koło południa pojawił się komunikat, że premier Marek Belka jest zaniepokojany tak silną aprecjacją złotego i zamierza spotkać się z przedstawicielami Narodowego Banku Polskiego, by rozmawiać o polityce kursowej.W krótce po tych informacjach pojawił się popyt na waluty zagraniczne, co spowodowało, że kursy USD/PLN i EUR/PLN poszybowały w górę, do w 3,1450 i 4,1890. Po raptownym wzroście obrotów w handlu walutami w pierwszej połowie dnia, popołudnie było spokojniejsze, a kursy bardziej stabilne. Na koniec sesji dolar kosztował 3,1300 a euro 4,1790 złotego.