S&P 500 zbliża się do 1200 punktów. Ostatnio konsolidacje na wykresie indeksu kończą się zgodnie z trendem wyższego rzędu - wybiciem w górę. Tak było na początku listopada, kiedy indeks zakończył trwającą od początku roku tendencję boczną. Od wybicia rozpoczął się także grudzień. Tym razem S&P 500 zakończył wyjściem w górę krótkoterminowy trend boczny. W najbardziej optymistycznym wariancie ostatnie trzy tygodnie można interpretować jako flagę - czyli formację, która kształtuje się w połowie silnego ruchu cen. Przed rozpoczęciem trendu bocznego indeks pokonał dystans od 1094 do 1184 pkt, czyli 90 punktów. Odmierzając 90 punktów od najniższego punktu flagi (1170 pkt), otrzymujemy 1260 pkt jako zasięg zwyżki w tej fali wzrostowej.
To jest możliwe
Teraz zastanówmy się, czy ta interpretacja jest zbyt optymistyczna. Kiedy S&P 500 osiągnął w połowie listopada 1184 pkt, zrealizował zasięg zwyżki, wynikający z tegorocznej konsolidacji. Ale tak wyznaczony zakres ruchu nie uwzględnia długiego czasu, przez jaki byki zbierały siły do ataku. Z tego punktu widzenia dalszy wzrost można uznać za uzasadniony. Zatrzymanie zwyżki na 1184 pkt, to także dowód, że analiza techniczna akurat w tym momencie działa nieźle. To drugi argument, dla którego podtrzymałbym prognozę wynikającą z flagi. Na tej wysokości znajduje się też 62-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2002. I to również przemawia za zwyżką.
Załóżmy teraz, że formacja flagi i wybicie z niej górą to tylko pułapka. Sygnałem, że kontrolę nad rynkiem przejmuje podaż, byłoby zamknięcie sesji poniżej 1160 pkt. Tutaj znajduje się szczyt z połowy lutego. W takim scenariuszu długi czas trwania tegorocznej konsolidacji będzie argumentem wskazującym na słabość rynku - oto mimo starannych przygotowań, byki były w stanie tylko na krótko podnieść wartość S&P 500.
Nasdaq testuje szczyt