W poniedziałek notowania złotówki szły w przeciwnym kierunku niż obligacji, co ostatnio nieczęsto się zdarzało. Euro podrożało o pół grosza i po południu kosztowało 4,175 zł, natomiast dolar wzrósł o 0,8 gr, do 3,108 zł. Na świecie dolar nieznacznie się wzmocnił, co jednak nie zmienia ogólnego nastawienia do amerykańskiej waluty. W odniesieniu do koszyka walut do bardzo silnego wsparcia brakuje 1,2%. Jego przebicie umocniłoby przekonanie, że spadek wartości amerykańskiego pieniądza będzie jeszcze znaczny.

Euro nie dało rady obronić wsparcia, znajdującego się nieco poniżej 4,2 zł, co każe liczyć się z dalszym spadkiem notowań wspólnej waluty. Jednocześnie blisko jest wsparcie wyznaczone przez szczyt z sierpnia 2002 r. Na wykresie tygodniowym wypada on przy 4,137 zł. Skala wyprzedania rynku euro jest bardzo duża, ale taki stan utrzymuje się od kilku tygodni, a nie ma odważnych do mocniejszych zakupów wspólnej waluty za złote. To każe przypuszczać, że korekta nadejdzie niespodziewanie i przybierze zapewne dość gwałtowny charakter. Wczorajsze osłabienie węgierskiego forinta, będące pochodną narastających obaw o przyszłość tamtejszej gospodarki, przeszło u nas bez echa. Pozostaje to jednak poważny czynnik zagrożenia dla złotego.